Jak sportowcy spędzają święta. "Wyskoczył w majtkach z mikołajem" [CZĘŚĆ II]

Dla sportowców Boże Narodzenie to chwile wytchnienia od treningów, obozów i zawodów, które mogą spędzić z rodzinami. Wigilię zaliczają wszyscy, ale niektórzy już w pierwszy dzień świąt wylatują na zawody i startują w drugi. Zwykle mogą zapomnieć o hucznym witaniu nowego roku.
- Kiedyś do Niemiec na półfinał Turnieju Kontynentalnego wyjeżdżaliśmy w Wigilię o godz. 20 [w 1992 r. - przyp. red.]. Jakby tego było mało, to w Niemczech zepsuł się nam autobus. Co mieliśmy zrobić? Samochód był serwisowany przez specjalną ekipę z zakładów chemicznych [ówczesny sponsor Unii], więc musieliśmy czekać na ich przyjazd. Nie mogliśmy jednak tak tkwić w miejscu, więc udało nam się załatwić jedną taksówkę, która przewoziła zawodników do najbliższego lokalu. Na naprawę czekaliśmy kilka godzin, aż w końcu udało się ruszyć - mówi Waldemar Klisiak, olimpijczyk z Albertville, wieloletni hokeista Unii Oświęcim

Hokeiści rzadko kiedy mogą cieszy się całymi świętami. - Właśnie wtedy często organizowane są różne turnieje i myślami jesteś bardziej na lodzie niż przy wigilijnym stole. Nie da się wtedy skoncentrować tylko na świętowaniu. Ale takie jest życie, nikt nie narzekał. Wiedzieliśmy, że właśnie w święta są np. turnieje we Francji, a była to jedna z niewielu okazji, by się pokazać i - nie ma co ukrywać - również zarobić - dodaje Klisiak.

Jego zdaniem w autokarze świąteczna atmosfera znikała już w autokarze. - Czasem tylko można się było z kogoś ponabijać, jak np. w szatni wyskoczył w majtkach z mikołajem. Wtedy od razy było wiadomo, jaki prezent znalazł pod choinką (śmiech).Przy świątecznym stole nigdy się nie oszczędzałem. Nawet jak nie graliśmy turniejów, to brałem psa i szedłem do lasu pobiegać. Wtedy czułem się zdecydowanie lepiej, bo nie lubię uczucia sytości. Rodzina moimi świątecznymi wyjazdami nie była zachwycona, ale to zrozumiała. Rozłąkę odbijaliśmy sobie w sylwestra, bo zawsze się gdzieś ze znajomymi wyskoczyło - uśmiecha się Klisiak.

Krystyna Pałka, biatlonistka Boże Narodzenie zazwyczaj spędza w domu, ale często wyjeżdża na zgrupowania zaraz po nich. - Jak ktoś się decyduje na uprawianie sportu wyczynowego, to musi wiedzieć, że treningi zawsze są na pierwszym miejscu. I czasem trzeba się poświęcać. Akurat święta zawsze spędzałam w domu. Dla mnie to priorytet. Ale nowy rok bardzo często zdarzało mi się witać za granicą podczas zgrupowań. I tak samo będzie teraz. Jaki był najbardziej nietypowy sylwester? Tak naprawdę, to nie pamiętam typowego. Scenariusz zazwyczaj jest ten sam: kolacja, później mały toast i do łóżek! O balu sylwestrowym można zapomnieć, bo często następnego dnia mamy zawody Pucharu Świata - opowiada.

Biathlonistka nie żałuje, że nie może spędzić Sylwestra w gronie znajomych i przy alkoholu. - Jeszcze będę miała wiele okazji, by imprezować. Czasami udawało się spędzać ten dzień w domu. Przed północą widok z Gubałówki jest niesamowity - całe niebo w ogniu. Ale następnego dnia najczęściej trzeba być już na lotnisku, bo kolejne zawody tuż-tuż. No cóż, przynajmniej święta mam tradycyjne.