Maciej Kot o frekwencji w Zakopanem: Łezka się w oku kręci

- Może za chwilę będę się cieszył z tego sukcesu, ale na razie jestem trochę zawiedziony - rozkładał ręce Maciej Kot. Polscy skoczkowie w piątek w Zakopanem stanęli na drugim stopniu podium w drużynówce. W sobotę konkurs indywidualny.
Jarosław K. Kowal, Szymon Opryszek: Tuż po konkursie koledzy są rozpromienieni, a pan wydaje się lekko rozczarowany?

- Bo jestem rozczarowany. Koledzy się cieszą, ale przecież zwycięstwo było bardzo realne. Gdyby nie pech Krzyśka Miętusa, wygralibyśmy z dużą przewagą. Może w hotelu, kiedy emocje opadną, zacznę się z tego cieszyć, ale na razie jest niedosyt. Nie potrafię tego ukryć.

Jednak potwierdziliście, że macie bardzo silną drużynę.

- W dodatku nie tylko nasza czwórka jest mocna, inni też potrafią skakać. Rezerwy mamy jeszcze duże. Obyśmy do mistrzostw świata wytrwali w takiej formie.

Przed konkursem m.in. Austriaków dopadł pech, bo ich lider Gregor Schlierenzauer zachorował.

- To raczej my mieliśmy pecha. Przecież jeden jedyny skok, w którym zabrakło szczęścia, zniweczył szanse na wygraną. Na pewno nie można powiedzieć, że nam szczęście sprzyjało. Było wręcz przeciwnie! Ale na pewno nie można osądzać Krzyśka. Wręcz przeciwnie: można go nazwać cichym bohaterem, bo w tych warunkach zrobił, co mógł. Wylądował telemarkiem, nie odpuścił. Szkoda go. Można go tylko pocieszyć, bo to nie jego wina.

Mimo wszystko Zakopane dalej jest magiczne jak za dawnych lat?

- Jest. Dobrą atmosferę czuć w hotelu, na skoczni... Ale nie da się ukryć, że patrząc na trybuny to z roku na rok łezka się w oku kręci, bo kibiców jest coraz mniej. Pamiętam konkursy, kiedy Adam skakał. Pamiętam, jak było tyle ludzi, że płot wyłamali, bo nie pomieścili się na trybunach.

Może po takich sukcesach znów będzie tłumnie w Zakopanem jak kiedyś?

- Nie potrafię odpowiedzieć, czy to, co działo się za czasów Adama Małysza, może się jeszcze powtórzyć. Byłoby o to ciężko. Niektórzy byli kibicami Małysza, a nie skoków. Teraz pewnie śledzą jego poczynania w Rajdzie Dakar, zamiast pojawiać się pod skocznią.