Sport.pl

Andreas Kofler o Zakopanem: Wszyscy tęsknimy za Adamem Małyszem

- Atmosfera w Zakopanem jest świetna, choć przed laty było lepiej - podkreślają zagraniczni skoczkowie, którzy w piątek startowali w konkursie drużynowym.
Można powiedzieć, że organizatorzy mieli nosa. Po raz pierwszy zgodzili się na konkurs drużynowy w Zakopanem, bo mieli nadzieję, że polska reprezentacja będzie rosła w siłę. Nie przeliczyli się. "Fantastycznie! Fenomenalnie!" - krzyczał spiker po skokach Polaków, a dobre nastroje kibiców tylko na chwilę zmącił słaby skok Krzysztofa Miętusa.

Z początku wszystko układało się nawet lepiej niż można się było spodziewać. Po skoku słynnego Thomasa Morgensterna, który nawet nie doleciał do punktu K, na widowni wymieszały się okrzyki zdziwienia i radości. Polacy latali dużo dalej niż wielkie sławy, a fani przecierali oczy ze zdziwienia. Tak dobrze w drużynówce nie było nawet za czasów Małysza. "Drugą serię trzeba chyba odwołać" - żartował jeden z kibiców, bo Polacy po pierwszych czterech skokach prowadzili z solidną przewagą.

Niestety, po wpadce Miętusa (skoczył 108 m) wkradła się niepewność - przed ostatnią grupą zawodników Polskę wyprzedziła Słowenia i prowadzenia już nie oddała. Po decydującym skoku Petera Prevca pod Wielką Krokwią zrobiło się cicho, bo fani czekali na werdykt. Po jego ogłoszeniu najwyżej wyskoczyła grupa fanów ze słoweńskimi flagami. - Nie spodziewaliśmy się, że możemy tu wygrać, ale wygląda na to, że po prostu jesteśmy szczęściarzami - promieniał słoweński skoczek Jaka Hvala.

Wszyscy chwalili atmosferę, jednak... - Wszyscy tęsknimy za Adamem Małyszem, ale w Zakopanem zabawa zawsze jest równie dobra - przekonywał Andreas Kofler, austriacki skoczek, i raczej nie była to kurtuazja.

- To wyjątkowe miejsce. Atmosfera jest świetna każdego roku - mówił Hvala.