Sport.pl

Krzysztof Murańka: Latem chodziliśmy po górach, by Klimek nie wpadł w depresję. A teraz...

- Niedawno dzwonił do mnie nawet zszokowany Robert Mateja i żartował, że treningi nie są potrzebne, skoro Klimek po czterech miesiącach bez skakania wygrywa z resztą - opowiada Krzysztof Murańka w rozmowie z krakow.sport.pl. Jego syn wraca do Pucharu Świata po operacji oczu. Relacja na żywo z kwalifikacji do PŚ w Engelbergu o 13.45 w Sport.pl.
O problemach Klemensa Murańki było ostatnio wyjątkowo głośno. Młody skoczek z Zakopanego nie przyznał się nikomu, że... coraz słabiej widzi. O problemach opowiedział dopiero po groźnym wypadku. Wtedy przeszedł operację i otrzymał specjalistyczne soczewki ze Stanów Zjednoczonych, dzięki którym mógł wrócić do skakania.

W ubiegły weekend dwukrotnie stanął na podium konkursów Pucharu Kontynentalnego w Kazachstanie. Dobre występy zaowocowały powołaniem do kadry na Puchar Świata w Engelbergu.

Rozmowa z Krzysztofem Murańką, ojcem Klimka

Jarosław K. Kowal: Do Engelbergu się pan nie wybiera?

Krzysztof Murańka: Jeszcze nie wiem. Możliwe, że w dniu zawodów pojadę. Problem w tym, że mam swoje obowiązki i nie mogę, ot tak, rzucić pracy.

Nie boi się pan o syna, który jeszcze kilka tygodni temu prawie nic nie widział?

- Nie boję się, bo zakłada soczewki z Ameryki. To jedyne takie na świecie, których używają nawet bokserzy. Walą się po bandach, uderzają łokciami i nic się nie dzieje. Co prawda, syn musi się trochę namęczyć, ale warto.

Jednak z jego wzrokiem ciągle nie wszystko jest w porządku?

- Nie jest. Na razie przeszedł operację, która spowodowała, że wada się nie pogłębia, poza tym soczewki mu służą. Ale wiosną być może zdecydujemy się na jeszcze jeden zabieg, dzięki któremu odzyska wzrok. Taka operacja kosztuje niemało, ale nawet nie chcę mówić, ile dokładnie. Cena w tym przypadku nie gra roli.

Soczewki nie przeszkadzają już w skakaniu?

- Trudno mi oceniać formę Klimka, bo od zeszłego roku nie widziałem, jak skacze. Od lipca nieustannie siedział w domu. Zajmowałem się nim, by nie wpadł w depresję. M.in. zabierałem go w góry. Klimek zna góry, więc wada wzroku nie przeszkadzała, wystarczyło, by widział na 50 m. Wtedy nikt nawet nie myślał o skakaniu.

A teraz... Cóż, widać Klimek ma dar od Boga. Do tego zmężniał, nabrał siły i może to jest jego czas? Po powrocie do skoków dzwonił do mnie nawet zszokowany Robert Mateja i żartował, że treningi nie są potrzebne, skoro Klimek po czterech miesiącach bez skakania wygrywa z resztą. Ale to tak jakby pan odstawił rower na cztery miesiące. Po tym czasie i tak przecież będzie pan umiał jeździć.

Jak Klemens Murańka spisze się w Engelbergu?
Więcej o: