Z uprawiania sportów zimowych nie da się utrzymać?

PRZEGLĄD PRASY. "Piąty skoczek narciarski poprzedniej edycji Pucharu Świata, Kamil Stoch, za swoje starty dostał mniej niż przez rok rezerwowy piłkarz Śląska Wrocław" - czytamy w "Dzienniku Polskim".
Gazeta zagląda do portfela sportowcom i zestawia skoczków czy biegaczy narciarskich m.in. z piłkarzami. Zawodnicy polskiej ekstraklasy zarabiają niewspółmiernie więcej niż np. potencjalni następcy Adama Małysza.

Z Małopolan uprawiających dyscypliny zimowe najbogatsza jest oczywiście Justyna Kowalczyk, która za starty w ubiegłym sezonie otrzymała ponad milion złotych. Ok. dwóch razy więcej zarabia jednak na umowach ze sponsorami. Zdecydowanie gorzej mają zawodniczki i zawodnicy spoza ścisłej czołówki.

Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego, tłumaczy, że główne dochody skoczków pochodzą ze stypendiów lub od sponsorów. - Stypendia są przyznawane za konkretne wyniki. Minimalnie jest to 2300 złotych miesięcznie. Dostaje je w sumie kilkunastu zawodników. Dodatkowo każdy z nich ma do zagospodarowania 50 centymetrów kwadratowych powierzchni reklamowej na kaskach - mówi Mikuła.

- Tym najlepszym, którzy mają prywatnego sponsora - Justynie Kowalczyk, Stochowi czy wcześniej Małyszowi - oddajemy dodatkowe 100 centymetrów na kombinezonie - dodaje Mikuła.