Apoloniusz Tajner: Skoczkowie dostali drewnianym młotkiem w głowę. To ich obudziło

Po słabym początku sezonu Kamil Stoch, lider reprezentacji, pojechał szukać formy do Ramsau. - Zlokalizowali przyczyny słabych skoków i wspólnie chcą z nimi sobie poradzić. Są zmotywowani i to jest już sukces - zaznacza Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Pierwsze pozytywne sygnały nadeszły z Soczi, gdzie kadra w składzie Dawid Kubacki, Maciej Kot, Bartłomiej Kłusek i Krzysztof Miętus przeszła kwalifikacje. - Wszystkim do serc wlało się trochę optymizmu. Te pierwsze dwa konkursy wyszły źle, ale nie jest aż tak źle, jak to wygląda - uważa Tajner. - Trzeba się odbić i wrócić do swojego poziomu skakania. Jeśli tak się stanie, to widzę naszych najlepszych skoczków w czołowej piętnastce, a liderów nawet około 10.

Stoch i Piotr Żyłą z trenerem są w Ramsau. Według Tajnera warunki do treningu są bardzo dobre. - Mają za sobą trzy treningi i Kamil skakał poprawnie. W Engelbergu powinno być bardzo dobrze - twierdzi prezes PZN.

Tajner przyczyn słabego początku upatruje w zbyt dużej pewności skoczków i sztabu szkoleniowego. - Nikt się nie spodziewał tak słabych skoków. Opierałem się na informacjach płynących od trenerów i asystentów, a czasem zawodników. I było chyba zbyt duże samozadowolenie i samouspokojenie. Nagle dostali drewnianym młotkiem w głowie. Mam nadzieję, że przyszło obudzenie - dodaje Tajner.

- Najważniejsze, że atmosfera nie padła, zlokalizowali przyczyny słabych skoków i wspólnie chcą z nimi sobie poradzić. Są zmotywowani i to jest już sukces, bo czasem porażki działają tak, że wszystko się rozpada - zaznacza.

Potwierdzeniem słabej formy skoczków było porównanie Aleksandra Zniszczoła i Jaka Hvali, którzy odnosili sukcesy na ostatnich mistrzostwach świata juniorów. Polak startuje tylko w Pucharze Kontynentalnym, podczas gdy Słoweniec jest kandydatem do objawienia roku. - To dopiero początek sezonu. Słoweniec wyskoczył, ale za dwa, trzy lata może go nie być. A Olek może pójść w górę. Kariery skoczków rozwijają się bardzo różnie. Nawet w jednym sezonie wiele może jeszcze zmienić - uważa Tajner. - Z Małyszem kiedyś tak było, że wygrywał niemal wszystko w grudniu, na Turnieju Czterech Skoczni było już słabiej, a potem była taka katastrofa, że musieliśmy go wycofać z konkursów. Trzy tygodnie potrenował i wrócił na podium. Takie są skoki nieobliczalne.