Po mistrzostwach świata w hokeju na lodzie. Leszek Laszkiewicz: Wszystko we mnie buzuje, jestem rozbity

- Czy polski hokej jest na równi pochyłej? Na pewno się nie rozwijamy. Od lat powtarzam, że powinniśmy skupić się na pracy z młodzieżą - podkreśla Leszek Laszkiewicz, jeden z najlepszych polskich hokeistów, w rozmowie z portalem krakow.sport.pl.
W sobotę zakończyły się mistrzostwa świata Dywizji IB w Krynicy-Zdroju. Na polskich hokeistów, którzy bili na głowę kolejnych rywali, w sobotę spadł kubeł zimnej wody. Po zwycięstwach nad Litwą, Rumunią, Holandią i Australią przegrali z Koreą Południowej 2:3 i nieoczekiwanie nie awansowali do przedsionka elity.

Jarosław K. Kowal: Noc z soboty na niedzielę była ciężka?

Leszek Laszkiewicz: - Dramatyczna. Przede wszystkim nieprzespana.

Był już rachunek sumienia?

- Zrobimy go, kiedy emocje opadną. Na razie jestem rozbity.

O co macie największe pretensje do siebie?

- Na pewno musieliśmy i mogliśmy pokonać Koreę. Na 10 takich spotkań pewnie wygralibyśmy dziewięć. Ale na gorąco nie chcę nikogo krytykować, bo wszystko we mnie buzuje i mógłbym powiedzieć za dużo. Mogę tylko zapewnić, że jest nam przykro i przeprosić. Na pewno zabrakło agresji. Nie chcieliśmy popełnić błędu w obronie, przez co graliśmy zdecydowanie zbyt ostrożnie. Początek mieliśmy rewelacyjny i nie wiem, z czego wynikała obawa o utratę bramek. Nie było w nas wystarczająco dużo wiary. Wielka szkoda, bo okazja na powrót do wyższej dywizji była bardzo duża.

Może trzy pierwsze wysoko wygrane mecze was rozluźniły?

- W pierwszych spotkaniach faktycznie wszystko funkcjonowało jak należy, aż przyjemnie było patrzeć na naszą grę. Ale na pewno przeciwko Korei nie byliśmy zbyt pewni siebie, wręcz przeciwnie. Wiedzieliśmy, że Koreańczycy grają poukładany hokej i w ostatnich latach mecze z nimi były dość wyrównane. Czuliśmy respekt i za bardzo się cofnęliśmy. Mieliśmy atut w postaci lepszych warunków fizycznych, ale tego nie wykorzystaliśmy. Tym bardziej szkoda, że graliśmy u siebie, a publiczność była świetna. Niestety takie są uroki turnieju, że jeden mecz może przesądzić o wszystkim. Nie ma się jednak co tłumaczyć.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym mieście na Facebooku Kraków - Sport.pl »


Można powiedzieć, że polski hokej jest na równi pochyłej?

- Staram się na ten temat nie wypowiadać, ale na pewno się nie rozwijamy. Jeśli ktoś, jak ja, widział, jak wygląda otoczka wokół tej dyscypliny na Zachodzie, np. jak funkcjonują kluby, to przekonałby się, że leżymy pod każdym względem. Inna sprawa, że naprawdę powinniśmy grać w wyższej dywizji. Wszyscy uważali nas za zdecydowanych faworytów, bo jesteśmy lepszą drużyną niż Korea.

Tymczasem w Krynicy i Nowym Targu kluby mają duże problemy finansowe. W Pana Comarch Cracovii do sielanki też daleko.

- Czy przyszły sezon dla mojej drużyny będzie lepszy? Chciałbym to przemilczeć. Na pewno dzięki prof. Januszowi Filipiakowi udaje się nam przetrwać i chcielibyśmy, by dalej inwestował w hokej. Szanujemy profesora i każdemu klubowi życzyłbym takiego sponsora. Ale polski hokej mogłoby uzdrowić jedynie skupienie się na pracy z młodzieżą, co powtarzam od lat. Jedyną osobą, która w naszym kraju mogłaby się tym zająć, jest Henryk Gruth [jedyny Polak przyjęty do Galerii Sław Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie - przyp. red.].