MŚ w hokeju. Trzeci triumf Polaków. Tym razem poległa Holandia

Choć uzdrowiskowe miasteczko nie przypomina stolicy hokeja, to jest szczęśliwe dla Polaków. Zawodnicy Wiktora Pysza wygrali z Holandią 5:1 i są na najlepszej drodze, by wrócić do przedsionka hokejowej elity. Prowadzą ich tam gracze z Małopolski.
Nie są to skoki narciarskie w Zakopanem czy siatkarska Liga Światowa w katowickim Spodku, ale hokejowi kibice nie mają się czego wstydzić. Rok temu, po spadku do trzeciej ligi światowej wydawało się, że polski hokej może rozbić się o dno. Wylądowaliśmy w grupie z Australijczykami i Koreańczykami, a zamiast do Rosji i Stanów Zjednoczonych bliżej nam w rankingu np. do Mongolii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Dyscyplinę trzeba było reanimować, a na miejsce wybrano Krynicę. 11-tysięczne miasteczko może nie było wymarzone dla kibiców, ale hokeiści czują się w nim jak w domu: wygrali trzy spotkania, strzelili 24 bramki, a stracili jedną. Jeśli utrzymają formę i w czwartek pokonają Australijczyków, a w sobotę Koreę, to awansują do przedsionka elity.

10 bramek nie emocjonuje

Na ulicach Krynica nie przypomina jednak stolicy polskiego hokeja, a raczej wyludnione miasteczko. Kilka godzin przed meczem wzdłuż głównej ulicy można było spotkać kilka osób i ani jednego plakatu czy baneru reklamującego mistrzostwa. Po południu trudno było natrafić nawet sprzedawców oscypków, a restauracje świeciły pustkami. - Wiem, że są mistrzostwa, bo była u na telewizja i trzech kibiców z Oświęcimia, ale ludzi w Krynicy mało, głównie kuracjusze. Wielkich emocji turniej nie wzbudza, bo gramy w słabej grupie, a wygrane 10 bramki niezbyt ludzi emocjonują - podkreśla kelnerka.

Podczas meczów z udziałem rywali Polaków trybuny świeciły pustkami. Mecz Australia - Litwa (2:3) oglądało może stu kibiców, a wśród nich przeważali sympatycy... Australijczyków. Okazało się, że część z nich to dzieci, który przed mistrzostwami w szkołach wybierały komu chcą dopingować. Polscy kibice Australijczyków spisali się bardzo dobrze. Przebrani w barwy kraju kangurów, dopingowali i machali flagami, a w podbramkowych sytuacjach nawet piszczeli. - Ale na pewno więcej osób będzie na meczu Polaków - zapewniał Patryk Rokicki, rzecznik Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.

Trzy godziny później hala nie pękała w szwach, bo wolnych było kilkaset miejsc (na trybunach zasiadło niespełna dwa tys. widzów). Kibice przyjechali m.in. z Oświęcimia, Tychów, Sosnowca i Tarnowa. Wszystkich na pewno nie było tyle, ile w 1931 r., gdy w Krynicy także rozgrywano mistrzostwa świata. Zdjęcia z tego turnieju wiszą tuż za wejściem do hali, a widać na nich zawodników bez kasków i bramkarzy bez masek, lodowisko na wolnym powietrzu oraz wielką płachtę rozwieszoną wzdłuż trybuny z hasłem: "cukier krzepi".

Trzy bramki z Małopolski

W meczu z Holandią zastrzyk energii zapewnili Polakom zawodnicy z Małopolski. Pierwszą bramkę zdobył Leszek Laszkiewicz (lider Cracovii), a dwie dołożył Marcin Kolusz, wychowanek Podhala Nowy Targ. Wygrana Polaków ani przez chwilę nie była zagrożona. Z czasem kibicom mniej zależało na kolejnych golach, a mocniej trzymali kciuki, by nie stracić bramki. W końcu jednak Przemysław Odrobny po raz pierwszy dał się pokonać, ale i tak został najlepszym zawodnikiem zespołu.

Dziś Polacy grają z Australią (godz. 20), która przegrała wszystkie spotkania. - Ten mecz potraktujemy jak lekcję, a kluczowy będzie dla nas mecz z Rumunią, który prawdopodobnie zdecyduje o utrzymaniu - uważa Ray Sheffield, czarnoskóry asystent trenera Australijczyków.