Grzegorz Sudoł: Czasem człowiek chce się po prostu wygadać [WYWIAD]

- Nie chcę odcinać kuponów. Mam otwarty przewód doktorski, firmę, mnóstwo ofert współpracy... Nic na siłę w sporcie mnie nie trzyma, ale jeśli jest choć cień szansy np. na olimpijski medal, to na pewno będę chciał spróbować - mówi Grzegorz Sudoł, chodziarz AZS-u AWF-u Kraków, w rozmowie z krakow.sport.pl. Na razie w Moskwie powalczy o medal mistrzostw świata.
Jarosław K. Kowal: W środę nad ranem wyruszy pan na trasę chodu na 50 km. Czego można się spodziewać?

Grzegorz Sudoł: - Przede wszystkim bardzo się cieszę, że wystartuję na 50 km, bo to mój koronny dystans. W Londynie podczas igrzysk olimpijskich szedłem na 20 km i zająłem dopiero 24. miejsce. Ale wielkich deklaracji składać nie chcę. Było mało czasu na przygotowania. Do końca nie wiedziałem, na jakim dystansie będę startował [o zamieszaniu w Polskim Związku Lekkiej Atletyki pisaliśmy TUTAJ - przyp. red.]. To była niepotrzebna niepewność.

Dwa lata temu przed mistrzostwami w Daegu było narzekanie, że azjatycki klimat panu nie służy. W Moskwie będzie lepiej?

- W naszej strefie klimatycznej spisuję się dużo lepiej. Jeśli np. będzie bardzo ciepło, to nie będę płakał. Może wtedy zawodnicy, którzy mają cieplejszą głowę, przesadzą, za bardzo będą szarżować. I to będzie szansa dla mnie. W tak wysokich temperaturach chód jest jak totolotek.

W Moskwie nie wystartuje m.in. mistrz świata Siergiej Bakulin, a więc do pokonania jest nie czterech, ale trzech Rosjan. Ale są jeszcze inni. W sumie mamy 12-14 zawodników, którzy mogą powalczyć o medale. Też jestem w tej grupie.

Czy to będzie dla pana ostatni dzwonek na medal podczas ważnej imprezy?

- Nie traktuję tego w ten sposób. Mam jeszcze motywację. Jeśli dopisze zdrowie, to będę chciał pojechać na igrzyska do Rio de Janeiro. Mogę jednak zapewnić, że w 2017 r. nikt na trasie mnie już nie zobaczy. Nie chcę odcinać kuponów, przeciągać tego w nieskończoność. Mam otwarty przewód doktorski, firmę, mnóstwo ofert współpracy... Nic na siłę w sporcie mnie nie trzyma, ale jeśli jest choć cień szansy np. na olimpijski medal, to na pewno będę chciał spróbować.

Wcześniej przed ważnymi imprezami pomagał panu Robert Korzeniowski. A teraz?

- Ostatnio nie trenowałem pod jego okiem, choć kontakt telefoniczny czy mailowy ciągle mamy. Niedawno gratulował mi np. medalu Pucharu Europy. Ale największą pracę wykonuje oczywiście mój trener. Niedawno został nim pan Wacław Mirek, który współpracuje też m.in. z siostrami Radwańskimi. Bez niego byłoby ciężko. Potrzebuję kogoś, kto będzie patrzył na to, co robię, czasem powie dobre słowo, poda bidon, a czasem po prostu opierdzieli.

Pomaga panu też m.in. psycholog.

- Już od 2002 r. współpracuję z panią Marzanną Herzig. Czasem trzeba oczyścić głowę. Cenię sobie podpowiedzi takich ludzi. Są chwile, kiedy po prostu warto się wygadać.

Czy Grzegorz Sudoł zdobędzie w Moskwie medal?
Więcej o: