IO w Londynie. Matylda Szlęzak zaczynała w podstawówce - dobiegła do igrzysk

- Zakwalifikowanie się na igrzyska olimpijskie to dla mnie już spełnienie marzeń - mówi Matylda Szlęzak, zawodniczka AZS-u AWF-u Kraków, która wystartuje w Londynie w biegu na 3 tys. m z przeszkodami.
W jej kalendarzu grubą linią powinien być zaznaczony dzień 7 czerwca 2012 r. Wtedy w hiszpańskiej Huelvie zajęła szóste miejsce, ale cieszyła się jak ze zwycięstwa. Poprawiła rekord życiowy o dziewięć sekund, a czas 9.39,87 dał jej olimpijską kwalifikację.

- Jechałam tam z nastawieniem, że trzeba zaryzykować i dać z siebie wszystko. Do tego warunki były sprzyjające. Dobra była godzina startu [ok. 22 - przyp. red.] i nawet pogoda dopisała. Wiedziałam, że muszę to wykorzystać i tak się stało. Jak świętowałam sukces? Nie było czasu, bo czekały mnie kolejne zawody - wspomina Szlęzak.

Z siostrą na wyścigi

Przygodę z bieganiem zaczęła w szkole podstawowej. Nie w Krakowie, gdzie obecnie trenuje, ale w Rzeszowie, bo tam się urodziła. - W dzieciństwie lubiłyśmy się ścigać ze starszą siostrą. Zawsze ciągnęło mnie do sportu. W szkole jeździłam na zawody w różnych dyscyplinach i tak się złożyło, że biegi najbardziej przypadły mi do gustu - opowiada Szlęzak.

Tyle że do swojej obecnej konkurencji trafiła niedawno. Najpierw były biegi płaskie lub przełajowe (do tej pory czasami w nich startuje). W końcu spróbowała biegać przez przeszkody i okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Utwierdził ją w tym szybko odniesiony pierwszy sukces - srebrny medal mistrzostw Polski juniorek.

Do Krakowa trafiła po skończeniu szkoły średniej. Studiowała na krakowskiej AWF i zdecydowała się na przenosiny do przyuczelnianego klubu. Od dłuższego czasu trenuje z Wacławem Mirkiem, który wcześniej był m.in. fizjologiem piłkarzy Cracovii, a obecnie współpracuje też z siostrami Agnieszką oraz Urszulą Radwańskimi.

Nowy piękny świat

Tak prestiżowa impreza jak igrzyska olimpijskie to dla Szlęzak jeszcze niezbadany teren. Dopiero w tym roku, pod koniec czerwca, wystartowała na pierwszych dużych zawodach - mistrzostwach Europy. - Dopiero wchodzę w ten świat. Bardzo tylko żałuję, że nie będę uczestniczyć w ceremonii otwarcia [27 lipca - przyp. red.], bo wylatuję do Londynu trzy dni później. Emocje? Jestem jeszcze w miarę spokojna, choć jak sobie przypominam, co to za impreza, to pojawia się mały stres - opowiada biegaczka.

Eliminacje biegu na 3000 m z przeszkodami zaplanowano na 4 sierpnia. Cel? Olimpijskie podium to dla Szlęzak raczej jeszcze za wysokie progi. - Marzy mi się występ w finale. W eliminacjach będę jednak musiała pobiec na rekord życiowy - przyznaje.

Trener Wacław Mirek, którego nie będzie w Londynie, dodaje: - Finał dla Matyldy faktycznie byłby sukcesem, a czy uda się osiągnąć coś więcej? Sport jest piękny właśnie dlatego, że potrafi zaskakiwać. Czasami faworyci przegrywają, a zawodnicy, którzy teoretycznie nie mają do tego prawa, stają na podium.