Jerzy Dudek o życiu w Krakowie: Moje córki już wychodzą 'na pole', a nie na dwór

Były bramkarz reprezentacji Polski i Realu Madryt opowiada o życiu w Krakowie, wyborach prezesa PZPN i pracy z młodymi talentami.
Dudek został patronem Akademii Sportu Progres, która na stadionie w Nowej Hucie kształcić będzie piłkarskich adeptów. - Będziemy stale rozwijać pomysły na współpracę - od organizacji obozów sportowych aż po wyjazdy na mecze Realu Madryt czy Liverpoolu, ale najważniejsza będzie codzienna troska o wysoki standard opieki nad dziećmi. Wspólnie z trenerami pracować na metodami treningowymi i adaptować rozwiązania, które widziałem w wielu dobrze zorganizowanych miejscach piłkarskich na świecie - opowiada Dudek w rozmowie z portalem sportowetempo.pl.

Po zawieszeniu kariery były bramkarz angażuje się w różne projekty. Nie zawsze się udaje: np. jego kandydatura na dyrektora reprezentacji Polski, prowadzonej przez trenera Waldemara Fornalika nie spodobała się w PZPN. Dudek śmieje się, że mógłby wystartować w wyborach na prezesa związku, ale nie wygrałby, bo jest zbyt młody. Dlatego kibicuje w wyborach Zbigniewowi Bońkowi i Romanowi Koseckiemu.

Wyścig o fotel prezesa PZPN ogląda z Krakowa, w którym osiadł po przeprowadzce z Madrytu. - Od momentu, gdy poznałem się z Tomkiem Rząsą i przyjeżdżaliśmy tu na weekendy, czy krótkie wypady w czasie wakacji, postanowiliśmy, że to Kraków musi być naszym miastem. Tu jest świetna atmosfera, ludzie są fajni. Mówią, że centusie, ale czasem kawę i deser w kawiarni dostanę gratis - dodaje Dudek.

O wiele szybciej od byłego reprezentanta Polski w Krakowie zaaklimatyzowały się jego pociechy. - Moje dwie córki chodzą do przedszkola i gdy wychodzą na zewnątrz mówią już, że idą na pole, a nie na dwór. Nie mogę tego zrozumieć, ale ostatnio jedna pani krakuska wyjaśniła mi stojącą za tym rozróżnieniem filozofię i dałem się przekonać, że po części też powinienem mówić "na pole". Na razie jeszcze po śląsku wychodzę na dwór, ale kto wie jak będzie w przyszłości - uśmiecha się były bramkarz.