Trener Termaliki wspomina awans sprzed lat. "Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem"

Piotr Mandrysz w poniedziałek poprowadzi Termalicę Bruk-Bet Nieciecza przeciwko byłemu klubowi. - To historyczny mecz - podkreśla trener.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Mandrysz w 2008 r. wprowadził do ekstraklasy Piasta Gliwice, a w tym roku powtórzył to z Termalicą. W poniedziałek oba kluby zmierzą się ze sobą. - Wiem, że nazywają mnie specjalistą od awansów, jednak wolę skupiać się na pracy, niż zastanawiać się nad takimi określeniami. Mimo że jest to przyjemność, to - może to dziwnie zabrzmi - nie chciałbym po raz kolejny musieć "robić" awansu - przekonuje Mandrysz w rozmowie z oficjalną stroną Piasta.

I wspomina radość sprzed siedmiu lat. - Wspominam to jako jeden z najlepszych dni w moim życiu. Jechaliśmy do Warszawy w nie najlepszych nastrojach, po porażce z GKS-em Jastrzębie w przedostatniej kolejce. Aby zakwalifikować się do baraży, musieliśmy nie tylko wygrać, ale liczyć na pozytywne dla nas układy wyników w innych spotkaniach. Zatem maksimum, w które celowaliśmy, to były mecze barażowe o ekstraklasę. Nawet po wygranej z Polonią, idąc na konferencję pomeczową, byłem przekonany, że zagramy w dwumeczu o ekstraklasę... ale otrzymaliśmy telefon z PZPN, że mamy upragniony awans! Byliśmy niezmiernie szczęśliwi, do Gliwic w drodze powrotnej panowała euforia, za to co się stało później! - opowiada trener.

- Nasz autobus pojechał prosto na gliwicki rynek, przejeżdżając ulicą Zwycięstwa. Tam czekało na nas tyle ludzi, ilu w najpiękniejszych snach nie ośmieliłbym się spodziewać! Powitanie było nieprawdopodobne. Zamiast wyjść spokojnie z autobusu, zostałem z niego wyciągnięty przez wniebowziętych kibiców i zaniesiony na ich rękach na rynek. Utonęliśmy w gąszczu fanów przy fontannie z Neptunem. To było coś, czego nigdy wcześniej nie przeżyłem - spontaniczna, cudowna radość w całym mieście - dodaje.

W poniedziałek przeciwko Piastowi w Gliwicach poprowadzi Termalicę. - To historyczny mecz dla Termaliki w ekstraklasie. Chciałoby się jakiegoś happy endu, ale zdajemy sobie sprawę, że każda drużyna będzie wychodziła na boisko, myśląc: "z kim mamy wygrać, jak nie z Niecieczą?" A my będziemy się starać krzyżować im plany, dlatego odpowiedź jest prosta - liczę na punkty na inaugurację, bo później czekają nas piekielnie ciężkie mecze z drużynami grającymi w pucharach. Naszym celem jest zadomowić się wśród najlepszych dłużej niż rok. Dalej nie wybiegam w przyszłość, wszak mój kontrakt wygasa po tym sezonie - mówi Mandrysz.