Termalica Bruk-Bet Nieciecza zaliczyła falstart. 'Żyjemy z meczu na mecz'

Arka Gdynia pokonała u siebie Termalikę Bruk-Bet Nieciecza 1:0 w pierwszym spotkaniu po przerwie zimowej. Niecieczanie spadli z drugiego na trzecie miejsce w tabeli I ligi.
Mecz z gdynianami był podróżą w przeszłość dla Łukasza Kowalskiego, obrońcy Termaliki. 32-letni zawodnik spędził w klubie z Pomorza 11 lat. - W sobotę grało mi się lekko nieswojo, bo cały doping kibiców brałem do siebie. To tak prawie, jakbym grał w roli gospodarza, ogólnie było pozytywnie - stwierdził Kowalski. Jego słowa cytuje oficjalna strona Arki Gdynia.

Decydująca bramka padła w 77. minucie. Strzelił ją Patryk Jędzejowski. - Mieliśmy środowy mecz w nogach [ze Śląskiem Wrocław w Pucharze Polski - przyp. red.] i nie ma co się oszukiwać, to było dla nas ciężkie spotkanie. Czekaliśmy na szansę i taka przyszła w 77. minucie. Strzeliliśmy na 1:0 i utrzymaliśmy wynik do końca. Trzy punkty trafiły dla nas, a do tego mamy lepszy bilans bezpośredni z Termaliką. Liczymy się dalej w walce o awans - ocenił Sławomir Mazurkiewicz, zawodnik Arki.

Przed sezonem gdynianie byli stawiani w roli faworytów do awansu do ekstraklasy. Po 21. kolejce Arka traci jednak osiem punktów do miejsca premiowanego grą w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nieoczekiwanie to niecieczanie są w czubie tabeli. - To był dobry mecz pod względem taktycznym, ze względu na walkę. Cieszę się, że w takich okolicznościach mogliśmy zagrać. Pogoda dopisała, kibice przyszli, była świetna atmosfera. O to chodzi w piłce! - ocenia Duszan Radolsky, trener Termaliki.

Porażka w Gdynii i zwycięstwo Zawiszy Bydgoszcz z Olimpią Grudziądz zepchnęło niecieczan na trzecie miejsce w tabeli. - My w klubie żyjemy z meczu na mecz i zobaczymy, jak to się wszystko ułoży. Zakładaliśmy jednak, że przywieziemy z Gdyni przynajmniej jeden punkt, a go nie mamy - podsumował Radolsky.