Sport.pl

Sandecja zgodę wydaje, ale piłkarza zawiesza

Klub z Nowego Sącza pozwolił Markowi Koziołowi na testy w Zagłębiu Lubin, a potem zawiesiła go za to, że na nie... pojechał. Negocjacje między klubami odbywają się w oparach absurdu, a 24-letniego bramkarza może czekać półroczny odpoczynek od występów na boisku
Kozioł przez tydzień trenował z Zagłębiem (wcześniej był też sprawdzany przez Wisłę) podczas obozu w Grodzisku Wielkopolskim, a po przejściu testów w Lubinie negocjował warunki umowy. Podpisał kontrakt, który ma obowiązywać od 1 lipca, bo do tego czasu będzie związany z Sandecją. Tyle że nie będzie mógł grać, bo pierwszoligowiec zawiesił go na pół roku. Dlaczego?

"Bo bez zgody zarządu wyjechał na testy do Zagłębia Lubin. Opuścił tym samym nasze zgrupowanie i nie powiadomił władz klubu" - oświadczył Wiesław Leśniak, wiceprezes Sandecji, na oficjalnej stronie klubu.

Zgoda była, ale...

Ale Kozioł twierdzi, że zgodę na testy otrzymał. W Zagłębiu potwierdzają i na dowód tego opublikowali na oficjalnej stronie pismo otrzymane od Sandecji. A tam stoi czarno na białym, że pozwolenie było. Jest pieczątka nowosądeckiego klubu i podpis Jano Frohlicha, dyrektora sportowego klubu z Nowego Sącza.

Dzwonimy do Leśniaka. Wiceprezes przyznaje, że Kozioł faktycznie dostał zgodę, ale tylko na pierwszy wyjazd. - Potem pojechał jeszcze raz [podpisać kontrakt - przyp. red.]. Dlatego niech nie robi z siebie ofiary. Jego stosunek do klubu bardzo się zmienił. Kilka miesięcy temu był inny, uśmiechnięty - twierdzi Leśniak.

Wersja Kozioła, wychowanka Sandecji, jest inna. Piłkarz zapewnia, że o drugim wyjeździe poinformował dyrektora sportowego i trenera Roberta Moskala. Podobno nie mieli nic przeciwko. Pytamy szkoleniowca, czy faktycznie tak było, ale nie chce dać jednoznacznej odpowiedzi. - Na pewno nie wiedziałem, że bez zgody zarządu Marcin podpisze kontrakt. Proszę kontaktować się z działaczami - ucina Moskal.

A zarząd jeszcze większe pretensje niż do piłkarza ma do klubu z Lubina. Chętnie oddaliby Kozioła jeszcze zimą (Zagłębie chce wykupić bramkarza), ale oburzają się, że oferta, jaką otrzymali, jest za niska.

Tyle to kosztuje III-ligowiec

- Zagłębie ucieka od zapłacenia. Najpierw proponowali 50 tys. zł, a potem 5 tys. więcej. Takie pieniądze to płaci się za piłkarzy z III ligi! Przecież niektórzy mówią, że Kozioł to najlepszy bramkarz w I lidze. W internecie oficjalnie jest wyceniony na 500 tys. zł - oburza się wiceprezes.

- Jak to oficjalnie? Sandecja dokonała tej wyceny? - dopytujemy.

- Nie. Dariusz Grzyb [rzecznik prasowy Sandecji - przyp. red.] gdzieś wyczytał, że Kozioł jest wyceniony na taką kwotę.

- I na tej podstawie wyceniacie piłkarza!?

- Nie będziemy się upierać, sprzedamy go za mniej. Oczekujemy kwoty w granicach przyzwoitości, a nie 50 tys. zł. Chcemy przeprowadzić transfer w cywilizowany sposób.

Ale w Lubinie są wściekli i twierdzą, że to Sandecja gra nieczysto. - Jestem zbulwersowany i oburzony sprawą. Przede wszystkim tym, że na tym etapie negocjacji ujawnia się kwoty. W dodatku na stronie internetowej Sandecja sama pisała, że Kozioł przyjedzie do nas na testy - grzmi Marek Bestrzyński, prezes Zagłębia.

Wróg publiczny na trybunach?

Kozioł: - Nie wiem, dlaczego w klubie nakręcają aferę, skoro pozwolenie na wyjazd miałem. O tym, że jestem zawieszony, dowiedziałem się z mediów. To zbyt pochopna i bardzo dziwna decyzja. Prezesi chcą mnie uczynić największym wrogiem publicznym Sandecji.

Bramkarz sam nie wie, co z nim będzie. Zamierza czekać. Podobnie jak działacze Sandecji, którzy liczą na "przyzwoitą" ofertę Zagłębia. Ale... - Skoro zarząd Sandecji postępuje dziwnie i irracjonalnie, to dalsze negocjacje z nim stoją pod znakiem zapytania - kończy prezes Bestrzyński.

Jeśli kluby się nie dogadają, to bramkarz przesiedzi pół roku na trybunach lub przed telewizorem.