Głos wewnętrzny i wielka miłość kazały Januszowi Kołodziejowi wrócić do Tarnowa

PRZEGLĄD PRASY. - Jakiś głos w głowie powiadał mi: "wróć, wróć, wróć". Znajomi tak mówili. Sygnałów było wiele - opowiada w "Przeglądzie Sportowym" Janusz Kołodziej, który po dwóch latach wrócił do Tauronu Azotów Tarnów.
Kołodziej w Tarnowie spędził większość kariery, ale w dwóch poprzednich sezonach ścigał się w barwach Unii Leszno. Wrócił nie tylko ze względów sportowych. - Najważniejszy powód, czyli moja Agnieszka. Znamy się od pięciu lat, ale dopiero teraz coś między nami zaiskrzyło. Wiadomo, jak to jest, kiedy człowiek się zakocha - zdradza Kołodziej.

- Teraz w Tarnowie ludzie gadają: "Szkoda Janusz, że przez dwa lata cię nie było". Oni za mną zatęsknili, a ja za nimi. Dwa lata w Lesznie były mi potrzebne, żeby nabrać dystansu - dodaje 28-letni żużlowiec.

W Tauronie Azotach po nieudanym ubiegłym sezonie doszło do rewolucji. Zmienił się prezes i skład drużyny, a trenerem został Marek Cieślak. Kołodziej namówił do transferu Macieja Janowskiego, mistrza świata juniorów. - Lepiej otaczać się w pracy osobami, które się lubi. Dlatego tłukłem Maćkowi do głowy, że musi przyjść. W końcu mnie posłuchał - mówi Kołodziej.