Ależ emocje! Tym razem lepszy Atom i w półfinale mamy remis

Bank BPS Fakro Muszyna przegrał na swoim parkiecie z Atomem Trefl Sopot i w półfinałowej rywalizacji jest 1:1.
Już na początku pierwszej partii muszynianki musiały niemal spisać seta na straty. Zaczęły od 1:6, później nieśmiało goniły rywalki, ale w końcówce różnica znów wynosiła kilka punktów. - Dziewczyny z Sopotu w każdym elemencie są lepsze - przyznał Tomasz Wójtowicz, mistrz olimpijski z Montrealu, a dziś ekspert Polsatu.

W drugiej partii gospodynie już sobie nie ucięły drzemki, tylko od początku wzięły się do gry. Dzięki temu prowadziły 8:2, ale z czasem zaczęły trwonić przewagę. W końcówce został z niej już tylko punkt i walka zaczęła się na dobre. Pierwszą piłkę setową sopocianki jeszcze wybroniły, ale przy drugiej zablokowana została Erika Coimbra.

- Psujemy zagrywkę, psujemy przyjęcia i punkty lecą. Walczymy, a później wszystko trwonimy - rozkładał ręce Bogdan Serwiński, trener Banku BPS. Wcześniej obie drużyny walczyły jak na mecz mistrza z wicemistrzem przystało: nikt nie przespał początku ani nie stracił kilku punktów z rzędu. W końcówce to jednak muszynianki musiały odrabiać straty. Doszły Atom na punkt, ale później straciły dwa z rzędu. Udało im się jeszcze obronić dwie piłki setowe, ale ostatecznie poległy i goście prowadzili 2:1.

W kolejnej partii było już 0:1, zanim jeszcze ktokolwiek dotknął piłki. Wszystko dlatego, że pretensje za poprzedniego seta miał do sędziów Bogdan Serwiński, trener gospodyń. A że protestował za ostro, to dostał żółtą kartkę.

- Mamy przewagę, gramy spokojnie - uspokajał swoje zawodniczki Serwiński. Prowadziły wówczas 12:10, ale straciły trzy punkty z rzędu. Minęło jednak kilka minut, a rękę na przycisku sygnalizującym przerwę położył Adam Grabowski z Atomu. Chciał ratować sytuację, ale Bank BPS nie dał sobie już wydrzeć wygranej i doprowadził do tie-breaka.

W nim fatalnie zaczęła Sanja Popović. Nie skończyła trzech ataków z rzędu i już na stracie Atom miał sporą zaliczkę. Akurat w tym momencie sopocianki zaczęły fantastycznie grać blokiem - w taki sposób zdobyły cztery z sześciu punktów! Po asie Valentiny Sereny zrobiło się 11:11. - Zabawa się teraz zaczyna - powiedział do swoich zawodniczek Grabkowski. I bawiły się, ale głównie sopocianki, bo w Muszynie ataki zepsuły Kasprzak i Anna Werblińska. Pierwszą piłkę meczową muszynianki jeszcze obroniły, ale drugiej już się nie udało.

Kolejne spotkanie w piątek w Sopocie. Do finału awansuje zwycięzca trzech meczów.