Sport.pl

Sanja Popović, siatkarska piękność z Muszyny: Złodziej-onanista wdarł się do naszych pokojów

Nowa siatkarka Banku BPS Muszynianki Fakro opowiada krakow.sport.pl, jak jej koleżankę z pokoju na zgrupowaniu kadry Chorwacji molestował złodziej onanista. - Wkradł się do salonu, masturbował się i gdy się w końcu obudziła się, przeżyła ogromny szok. Nikomu nie życzę takiego doświadczenia - mówi Sanja Popović.
28-letnią rozgrywająca powinien znać każdy fan kobiecej siatkówki. Nie tylko dlatego, że grała w czołowych klubach włoskich i tureckich, ale też ze względu na urodę. Popović brała udział w kilku sesjach fotograficznych i w internecie można znaleźć mnóstwo jej zdjęć (zobacz zdjęcia Popović TUTAJ). Od tego sezonu jest siatkarką Banku BPS Muszynianki Fakro.

Andrzej Klemba: Podczas zgrupowania reprezentacji Chorwacji przed turniejem kwalifikacyjnym mistrzostw Europy doszło do bardzo niemiłego wydarzenia...

Sanja Popović: Maniak seksualny wdarł się do jednego z apartamentów, w których mieszkałyśmy na zgrupowaniu kadry w Rovinj. Po południu, kiedy miałyśmy wolne, wkradł się do salonu, w którym spała jedna z młodszych zawodniczek 21-letnia Mateja Rajković. Zaczął się masturbować aż w końcu się obudziła i przeżyła ogromny szok. Nikomu nie życzę takiego doświadczenia. Zaczęła krzyczeć i uciekła.

Podobno przybiegła właśnie do Pani...

- Zgadza się, bo jestem kapitanem zespołu. Była cała roztrzęsiona i zapłakana. Od razu pobiegłyśmy do menedżera zespołu, który wezwał policję. Oczywiście złodzieja-onanisty już nie było. Policja pobrała próbki DNA ze spermy, ale nikogo nie złapali do tej pory. Uważają, że to był zagraniczny turysta, bo ukradł tylko euro, choć obok leżały też chorwackie kuny.

Podobno narzekałyście na miejsce zgrupowania.

- W Rovinj był wielki ośrodek wypoczynkowy, gdzie było około dwóch tysięcy turystów. Mieszkałyśmy w bungalowach, które składały się z trzech pokojów, co nie pomaga w zapewnieniu bezpieczeństwa. Musiałyśmy daleko chodzić na treningi itd., ale jedzenie i warunki były w porządku. Nasza federacja nigdy nie zapewnia nam pobytu w pięciogwiazdkowych hotelach, więc nie było powodu do narzekania, choć to okropne zdarzenie pokazało, że bezpiecznie do końca nie było.

Wieść o pani urodzie już wcześniej dotarła do polskich kibiców. Na Pani widok mężczyznom przyspiesza puls...

- (śmiech) Nie wiem, co odpowiedzieć. Cztery lata temu dała się namówić do zrobienia sesji fotograficznej, ale nie jestem żadną modelką. Przez chwilę to było moje hobby - miałam jeszcze ze trzy, cztery sesje zdjęciowe, ale potem z tym skończyłam. Wolę siatkówkę. Oczywiście słyszałam, że w poprzednim sezonie, kiedy z Prostejovem przyjechałam do Sopotu, moje zdjęcia były popularne wśród kibiców. Nie powiem, że mnie to nie obchodzi, ale nie taki jest cel w moim życiu.

Jak to się stało, że przeszła Pani do Banku BPS Muszynianki Fakro?

- Słyszałam wiele dobrego o tym klubie. Odnosi sukcesy już od wielu lat i ma za sobą tradycję. Kilka razy był mistrzem kraju, a co ważne polska liga jest silna. Radziłam się i rozmawiałem m.in. z Aną Grbac i Helene Rousseaux, które grały w poprzednim sezonie w klubie z Łodzi. Przejście do Muszyny rekomendował mi też mąż Katarzyny Skowrońskiej, z którą grałam we Włoszech. W poprzednim sezonie w Lidze Mistrzyń grałam przeciwko Atomowi Trefl Sopot i przekonałam się, że są w Polsce mocne drużyny.

Grała Pani m.in. w drużynach z wielkich miast Zagrzebia czy Stambułu, a teraz w maleńkiej Muszynie...

- Jestem profesjonalistką i dla mnie największe znaczenie ma to, jakie są warunki w klubie, a nie wielkość miasta. Rzeczywiście Muszyna jest mała, ale my nie mamy też zbyt wiele wolnego czasu, by szukać rozrywek. Jeśli będzie jakiś wolny weekend, to wybiorę się do Krakowa. Już tam raz byłyśmy z Helene i Valentiną Sereną, ale musimy pojechać tam z kimś, kto nam pokaże miasto.

Co chciałaby pani osiągnąć z Bankiem BPS?

- Z tego co wiem, w poprzednim sezonie zespołowi nie udało się obronić tytułu, to teraz musimy go odzyskać. W Lidze Mistrzyń chcemy wygrywać, ile się da. Tam już nie ma słabych grup. To jest creme de la creme, czyli najlepsze drużyny Europy. Będzie tym trudniej, że tylko dwie drużyny wychodzą z grupy. Będziemy szukać szansy w każdym spotkaniu. Oczywiście Dynamo Moskwa jest bardzo silne, ale nie jest nie do pokonania.