Petardy pod nogami siatkarek Muszynianki. "Przez chwilę było groźnie"

To był mecz podwyższonego ryzyka. Siatkarki Banku BPS-u Fakro wygrały w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzyń z Crveną Zvezdą Belgrad, ale z Serbii wracają zniesmaczone. - Przy takiej piłkarskiej publiczności jeszcze nie grałam - przyznaje atakująca Joanna Kaczor.
W belgradzkiej hali stawiło się kilkuset szalikowców Crveny Zvezdy, którzy już na początku spotkania pokazali, że bliżej im do zwyczajów z piłkarskich boisk niż siatkarskich hal. Przy pierwszej petardzie sędzia jeszcze nie zareagował, ale przy drugiej zawodniczki zeszły z parkietu, a arbiter zaczął rozmawiać z organizatorami.

- W Belgradzie mieliśmy dziś prawdziwą strzelaninę! Nie było to na pewno przyjemne, bo te petardy w pewnym momencie zaczęły lądować na boisku. Ani lokalni organizatorzy, ani przedstawiciele CEVu nie pdchodzili do tej sprawy poważnie. Może dla niektórych było to atrakcyjne? - ironizuje Bogdan Serwiński, trener mistrzyń Polski. Cytuje go oficjalna strona klubu z przygranicznego miasteczka.

- To bardzo dekoncentrowało, bo nie miało nic wspólnego z dopingiem siatkarskim w Polsce. U nas jest zupełnie inaczej. Tutaj ten doping był taki trochę brutalny, ale przeżyliśmy to - dodaje szkoleniowiec.

Polki wyglądały na zdezorientowane, a jeden z członków sztabu szkoleniowego długo wykłócał się z sędziami. Spotkanie wznowiono po ok. dwóch minutach, a kibice już do końca nie dali powodu, by je przerwać. - Przyznaję, że przy takiej piłkarskiej publiczności chyba nigdy nie zdarzyło mi się grać - mówi Kaczor.

- Na początku było wręcz trochę groźnie, na szczęście udało się opanować sytuację. Z drugiej strony to fajnie, bo dziewczyny z Belgradu traktowały publiczność jak dodatkowego zawodnika. Na pewno pomogło im to w trzecim secie - dodaje atakująca Muszynianki.

Po zwycięstwie 3:1 mistrzynie Polski awansowały do kolejnej rundy Ligi Mistrzyń z trzeciego miejsca. Grupę wygrało Dynamo Moskwa, a za Rosjankami uplasowało się włoskie Scavolini Pesaro. - Lekki niesmak pozostaje po porażkach u siebie z Pesaro i Moskwą. Trzeba się jednak skupić na tym co przed nami, bo grania mamy jeszcze sporo, a teraz czekamy na losowanie - przyznaje Kaczor, ale nie chciała wskazać najlepszego dla Muszynianki rywala.

Serwiński: - Kluczowy był pewnie przegrany mecz z Pesaro. Nie mam jednak o to do zawodniczek pretensji, bo przytrafiło nam się sporo problemów zdrowotnych, wiele godzin spędzaliśmy w podróży, więc taka zniżka formy mogła się przytrafić.