Powtórka już po raz trzeci, czyli Wisła Can-Pack rozpoczyna walkę o złoto!

W środę (godz. 18) pierwszy mecz finału Basket Ligi Kobiet. Wisła Can-Pack podejmie CCC Polkowice.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Czwarty sezon z rzędu do finału dotarły te same drużyny. Taka sytuacja zdarzyła się w latach 2005-2008, gdy krakowianki rywalizowały z Lotosem Gdynia. Wtedy obie drużyny zdobyły tytuł po dwa razy.

Po trzech finałach między Wisłą Can-Pack a CCC lepsze są krakowianki - zdobyły tytuł w 2011 i 2012, ale przegrały rok temu. Mają więc za co brać rewanż i są faworytkami. Nie tylko dlatego, że bez problemów wygrały sezon zasadniczy (26 zwycięstw w 28 meczach). Drużyna z Dolnego Śląska awans do finału zapewniła sobie dopiero po pięciu spotkaniach (wiślaczki w trzech). Gospodynie powinny być więc bardziej wypoczęte.

Krakowianki mają wielkie szanse odzyskać utracony rok temu tytuł mistrzowski. Pod względem personalnym przewyższają rywalki, a ich główna broń to środkowa Jantel Lavender wspierana przez jej zmienniczkę Zane Tamane.

W tym sezonie obie ekipy spotykały się już pięciokrotnie - Wisła wygrała cztery razy. Na początku rozgrywek zwyciężyła nawet 17 punktami, ale pozostałe mecze były już bardziej zacięte. Podopieczne trenera Stefana Svitka wygrywały później 73:63, 45:43 i w finale Pucharu Polski 68:64, a przegrały 55:62.

Krakowianki mają za sobą atut własnego boiska - jeśli po czterech meczach będzie remis 2:2, to decydujące spotkanie zostanie rozegrane w hali przy ul. Reymonta. - Dążyliśmy za wszelką cenę do tego, by zaczynać finały u siebie. Ewentualne dwa zwycięstwa ułatwiłyby nam zadanie. Pojechalibyśmy do Polkowic w komfortowej sytuacji - podkreśla Piotr Dunin-Suligostowski, menedżer Wisły.

- Dopóki nie będzie 3:0, nie można ogłosić się mistrzem. Popatrzmy, jak wygląda sytuacja w siatkówce. Tam niektórym też wróżono łatwy końcowy triumf, a tymczasem rywale odrabiali straty [ZAKSA Kędzierzyn-Koźle prowadziła 2:0 z Resovią, ale jest remis - przyp. red.] - zaznacza Justyna Żurowska, skrzydłowa Wisły.

Gospodynie powinny martwić się tylko o własną koncentrację. Jej brak często uniemożliwiał zaprezentowanie pełnych umiejętności. Obecnie występom towarzyszy zbyt duża presja, by pozwolić sobie na pomyłki. Dla Wisły bowiem to ostatni, aczkolwiek najważniejszy cel. Wobec braku awansu na turniej Final Eight Euroligi od jego realizacji zależy, czy blisko 9 miesięcy pracy zostanie dobrze zapamiętane.

Kto zostanie mistrzem Polski?