Euroliga. Misja (nie)możliwa przed Wisłą Can-Pack

Koszykarki Wisły Can-Pack we wtorek zagrają w Orenburgu pierwszy mecz w play-off Euroligi. Stawką jest awans do turnieju finałowego.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Przed sezonem w klubie marzono, by Wisła po raz trzeci zagrała w turnieju finałowym Euroligi. Te plany będzie jednak bardzo trudno zrealizować. W rywalizacji do dwóch zwycięstw z Nadieżdą podopieczne trenera Stefana Svitka nie będą faworytkami.

Oba kluby walczyły ze sobą już w fazie grupowej. Rosjanki bez większych problemów zwyciężyły dwukrotnie. Z tego powodu George Dikeoulakos, szkoleniowiec zespołu z Orenburga, przyznał, że ponowne spotkanie krakowskiej drużyny byłoby mu na rękę. Grek doskonale zna jej mocne strony.

- Aż trudno uwierzyć w takie zrządzenie losu. Kiedy ostatnio stamtąd wyjeżdżałyśmy, miałam nadzieję, że nie przyjedziemy więcej - mówi Zane Tamane, środkowa Wisły. - Jednak przeszłość została odkreślona grubą kreską. Psychicznie rywalki rzeczywiście mogą czuć się silniejsze, lecz identycznie jak my wyjdą na boisko i zaczną od zera.

By dotrzeć pod kazachską granicę, Wisła poleciała przez Moskwę. Tym razem podróż miała być dwa razy krótsza (ok. dziewięciu godzin), ale z Krakowa koszykarki wyruszyły jeszcze w niedzielę. W Orenburgu zagrają pokrzepione sukcesem - zdobyciem Pucharu Polski po pokonaniu najgroźniejszego ligowego rywala - CCC Polkowice. - Od wielu miesięcy intensywnie trenujemy, by sprostać wyzwaniom. Triumf w tych rozgrywkach to taka cząstkowa nagroda za nasze poświęcenie - dodaje Jantel Lavender, MVP finału PP.

Na turniej finałowy do Jekaterynburga pojedzie drużyna, która wygra dwa razy. Drugi mecz w piątek w Krakowie, a jeśli dojdzie do trzeciego spotkania, to zostanie rozegrane w Orenburgu.