Wisła Can-Pack nie chce niechlubnej rocznicy

KOSZYKÓWKA. Krakowianki podejmują w środę BK IMOS Brno (godz. 18.30). To idealna okazja, by w Eurolidze w końcu wygrały na swoim parkiecie.
Paradoksalnie Wiśle przy Reymonta idzie dużo gorzej niż na wyjeździe. U siebie ostatni mecz Euroligi wygrały... blisko rok temu - 30 stycznia 2013 roku.

W tym sezonie Wisła Can-Pack dwukrotnie była bliska zwycięstwa, ale za każdym razem przeciwniczki okazywały się silniejsze. - Cały czas mamy w głowach tę niechlubną statystykę, ale teraz nadarza się doskonała szansa na przełamanie - przyznaje Justyna Żurowska.

Tym razem wiślaczki do meczu przystępują w kiepskich humorach, bo w sobotę w Toruniu przegrały pierwsze ligowe spotkanie w tym sezonie. - Mam nadzieję, że będziemy bardzo dobrze przygotowane i nastawione mentalnie, by nie zaliczać więcej wpadek. Trzeba skrupulatnie wyciągnąć wnioski - dodaje Żurkowska.

Wygrana jest tym ważniejsza, że różnice w grupowej tabeli Euroligi są niewielkie i każde potknięcie może mieć wielkie konsekwencje. Dla przykładu - Wisła jest druga, a BK Brno szóste, ale oba zespoły dzieli tylko jeden punkt.

Mocną stroną Wisły jest gra zespołowa. M.in. dzięki temu w lidze wygrała 18 kolejnych spotkań, a w Eurolidze nie może lekceważyć jej nikt. Na boisku pracuje cała piątka, która potrafi błyskawicznie przeprowadzić kontrę. Wicemistrzynie Polski często stosują tę broń, dzięki czemu gra ofensywna może podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom.

Wszystko wskazuje na to, że w dzisiejszym spotkaniu krakowianki postawią na sprawdzoną broń. - Czujemy się bardziej komfortowo przy szybkiej koszykówce. Nasze zagrania są skuteczniejsze - przyznaje Allie Quigley, która w ostatnim spotkaniu Euroligi z Rivas Ecopolis Madryt rzuciła aż 26 punktów.