Sport.pl

Euroliga. Kibice Wisły Can-Pack dopingiem raczej nie wystraszą koszykarek Fenerbahce

W Eurolidze Wisła Can-Pack podejmuje (godz. 18.30) Fenerbahce i jedno jest pewne - koszykarki z Turcji nie przestraszą się gorącej atmosfery w hali przy Reymonta.
W Stambule wrze nie tylko podczas derbów piłkarskich. Jak w piekle jest także na spotkaniach koszykówki czy siatkówki, i to bez różnicy, czy grają mężczyźni czy kobiety. Półtora roku temu w turnieju finałowym Euroligi w Stambule (grała tam Wisła) doszło do meczu Galatasaray i Fenerbahce.



Kilka godzin przed meczem okolice hali wyglądały, jakby wprowadzono stan wyjątkowy. Setki policjantów w pełnym rynsztunku oczekiwało na fanów. W hali dopiero było gorąco jak w kotle. Na trybunach był cały przekrój wiekowy - dziadek, rozebrany do pasa ojciec i kilkunastoletnia córka z takim samym zapałem to dopingowali swoją drużynę, to wyzywali drugą.



- Czy rozumiem, co śpiewają? Oczywiście, że nie. I cieszę się, że nie rozumiem, bo to na pewno coś złego - śmiała się Angel McCoughtry, amerykańska koszykarka Fenerbahce, która dziś zagra przeciwko Wiśle. - Kibice oczekują, by koszykarki Galatasaray były dla nas wrogami. Jak opowiadam komuś, kto tego nie widział, nie chce wierzyć. Na początku byłam przestraszona, ale już do tego przywykłam. Atmosfera jest szalona, i to mi się podoba. To jest trochę ekscytujące, ale i niebezpieczne.

W hali Wisły bywa gorąco, ale nie aż tak. Dopingu od początku do końca pewnie nie zabraknie, a Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków zachęca do przyniesienia na mecz konfetti. Można się więc spodziewać, że osoby sprzątające będą miały pełne ręce roboty.

Na boisku powinno dojść do bardzo ciekawego spotkania, a faworytem są goście. W obu ekipach grają po trzy zawodniczki z WNBA. Tyle że dwie z Fenerbahce należą do gwiazd ligi. W sezonie zasadniczym McCoughtry była najlepszą strzelczynią (21,5 pkt), a Cappie Pondexter ósmą. Tylko raz (McCoughtry) nie rozpoczęły meczu w pierwszej piątce.

Wiślaczki w WNBA to głównie zmienniczki, np. Jantel Lavender, choć rozegrała 34 spotkania, to tylko trzy razy wyszła na boisku w podstawowym składzie, a spędzała na nim średnio niespełna 17 minut. Allie Quigley zaliczyła tyle samo meczów, ale zawsze wchodziła z ławki (przeciętnie 9,4 min). Erin Phillips w co trzecim spotkaniu (na 18 występów - 21,3 min) była koszykarką pierwszej piątki.

Więcej o: