Wisła Can-Pack rozgromiła ROW Rybnik. Blisko blamażu w trzeciej kwarcie

Krakowianki bez problemu pokonały zespół z Rybnika. W trzeciej kwarcie bronił tak dobrze, że zabrakło niecałych dwóch minut, by gospodynie nie rzuciły nawet punktu.
Wisła na Śląsk pojechała z dwoma debiutantkami - Jantel Lavender i Allie Quigley, które w ciągu ostatniego tygodnia przyleciały ze Stanów Zjednoczonych. W pierwszej piątce wyszła ta druga.

Gospodynie tylko raz były na prowadzeniu - 2:0. Po niespełna trzech minutach wygrywała już Wisła i do końca meczu to się nie zmieniło. Zmieniała się za to oczywiście przewagą podopiecznych Stefana Svitka. Najpierw pozwoliły rybniczankom zmniejszyć straty do dwóch punktów (15:17 w 13 min), by błyskawicznie odskoczyć rywalkom na dziewięć. Najwyżej prowadziły tuż przed przerwą - 31:19, gdy jeden rzut wolny wykorzystała Cristina Ouvina.

Z dwóch nowych zawodniczek lepsze wrażenie wywarła Lavender, która panowała pod koszem i do przerwy zdobyła 10 punktów i miała siedem zbiórek. Po przerwie dorównała jej Quigley - m.in. zaliczyła aż 10 asyst.

Po zmianie stron wiślaczki nie pozwoliły rywalkom trafić do kosza aż przez osiem minut. Niewiele brakowało, by rybniczanki oblały się rumieńcem wstydu - punkty zdobyły dopiero z rzutów wolnych, a nic nie pomogły dwie przerwy na żądanie wzięte przez szkoleniowca ROW. Po tej kwarcie jasne było, że nic już nie odbierze zwycięstwa Wiśle, która prowadziła 56:26.

Zabrakło Erin Phillips, trzeciej zawodniczki Wisły występującej w WNBA. Kontrakt z Australijką wciąż nie wszedł w życie, bo przedłużają się badania medyczne.

Basket ROW Rybnik - Wisła Can-Pack 37:74

Kwarty: 9:14, 12:17, 5:25, 11:18.

Wisła: Szott-Hejmej 18, Quigley 13, Żurowska, Tamane po 8, Ouvina 1 oraz Lavender 22, Czarnecka, Jujka po 2, Pawlak, Fiejdasz.