Sport.pl

Trener Wisły Can-Pack: - Jestem bardzo niezadowolony, bo musiałem forsować zawodniczki

Artur Golański narzeka, że jego koszykarki w pierwszej połowie meczu z AZS Gorzów nie podeszły poważnie do młodych rywalek. - Niektóre mają po 18-19 lat, a zdobywają przeciwko doświadczonym zawodniczkom po 9 punktów - zauważył
Krakowianki wygrały 71:56, ale bardzo długo nie mogły przełamać oporu rywalek, a do przerwy przegrywały. - Trudno było się dziewczynom skoncentrować po poniedziałkowej wysokiej wygranej - tłumaczył Golański na oficjalnej stronie klubu, ale dodał też: - Prosiłem, by podeszły poważnie, bo tak jak trener AZS-u wspomniał - ma dużo młodych dziewczyn, a nasz zespół jest dużo bardziej doświadczony i powinien zagrać bardziej agresywnie. Niektóre mają po 18-19 lat, a zdobywają przeciwko doświadczonym zawodniczkom po 9 punktów.

Po przerwie Wisła zagrała znacznie lepiej i zapewniła sobie wysokie zwycięstwo. W rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzi 2-0 (kolejny mecz w Gorzowie). - Druga połowa była zdecydowanie lepsza. Gdybyśmy grali pierwsze 20 minut tak jak drugie, to nie byłoby takiej nerwówki i niektóre zawodniczki nie musiałyby grać po trzydzieści kilka minut. Jestem z tego bardzo niezadowolony, bo musiałem forsować je dłużej, niż to powinno mieć miejsce. Powinny wyciągnąć z tego wnioski same - stwierdził Golański.

Mimo 15-punktowej porażki, Dariusz Maciejewski, trener AZS Gorzów, był bardzo zadowolony z zawodniczek: - Zagraliśmy fantastyczny mecz, właściwie zrealizowaliśmy w 100 proc. nasze plany w obronie i w ataku. Nie spodziewałem się, że przez długą część meczu będziemy równorzędnym partnerem dla Wisły.

Zatrzymanie Tiny Charles tylko na 9 punktach przez 34 minuty? Chyba czegoś takiego jeszcze w lidze nie miała.

"Rozdarte serce" miała Justyna Żurowska. Wiślaczka przez prawie 10 lat występowała bowiem w drużynie z Gorzowa. - To dla mnie strasznie trudna sytuacja. Podchodzę do tych meczów bardzo emocjonalnie, choć staram się, by tak nie było. Te mecze kosztują mnie wiele emocji i wiele zdrowia - przyznała Żurowska. - Pozytywne jest to, że w końcu trafiałyśmy rzuty za trzy punkty, z którymi miałyśmy problemy. To cieszy i myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Mamy Tinę pod koszem i o niej nie trzeba nic mówić. Dokładamy obwód i optymistycznie patrzę w przyszłość i na to, co czeka nas w najbliższym czasie.

A w najbliższym czasie, bo już w piątek, Wisła zagra w turnieju finałowym Pucharu Polski. W Polkowicach w półfinale rywalem będzie Artego Bydgoszcz. W ligowej rywalizacji krakowianki wygrały w Bydgoszczy, ale przegrały u siebie.

Więcej o: