Sport.pl

Koszykarki Wisły Can-Pack pojechały do Francji ratować sezon

KOSZYKÓWKA. Wisła Can-Pack wyjazdowym meczem z Bourges Basket rozpoczyna w środę nową erę, bo po raz pierwszy od maja 2009 r. na ławce trenerskiej nie usiądzie Hiszpan Jose Hernandez. - Ostatnio w drużynie nie było chemii - uważa Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes klubu.
Koszykarki we Francji będą mogły poczuć się nieswojo, bo Artura Golańskiego, którego traktowały niemal jak kolegę, teraz będą musiały nazywać szefem. Dotychczasowy trzeci trener zastąpił Hernandeza po drugim meczu 1/8 finału Euroligi z Bourges. Przy Reymonta krakowianki zdobyły tylko 38 punktów, z czego 28 znalazło się na koncie Tiny Charles. Zwycięstwo dałoby im awans do turnieju finałowego Euroligi, a zamiast tego była kompromitacja.

- Nie powiem, że puściły mi nerwy, bo staram się być opanowany. Jednak to było niewyobrażalne. W całej karierze trenera i prezesa nie przytrafił mi się taki mecz, by jedna zawodniczka zdobyła 28 punktów, a kolejna tylko trzy. Ale nie tylko to spotkanie zdecydowało o rozstaniu się z trenerem Hernandezem. Były też porażki z Liderem Pruszków, Artego Bydgoszcz czy dwie z CCC Polkowice - wylicza Miętta-Mikołajewicz.

Działacze rozstali się z Hiszpanem w sobotę, dzień po meczu z Bourges. W poniedziałek Miętta-Mikołajewicz spotkał się jeszcze raz z Hernandezem na oficjalnym pożegnaniu z drużyną. Zadecydowały nie tylko wyniki, bo podobno zmęczone współpracą z Hiszpanem były też koszykarki. - Trudno się pracuje z dala od domu, ale na poziomie zawodowym i osobistym wiele zyskałem. Praca trenera wymaga dużego entuzjazmu, który ostatnio trochę zmalał. Właśnie dlatego wspólnie z klubem zdecydowaliśmy się postawić kropkę nad i, bo nie chciałem wracać do Hiszpanii z uczuciem niesmaku - tłumaczył Hernandez w rozmowie z hiszpańskim portalem Feb.es i zapowiedział, że na razie zamierza sobie zrobić wakacje. Potem chciałby zająć się szkoleniem młodzieży.

Miętta-Mikołajewicz: - Doszliśmy do wspólnego stanowiska, że będzie lepiej, jeśli Jose zrezygnuje, bo w drużynie nie było chemii. Brakowało zaufania między trenerem a drużyną. Odniosłem wrażenie, że trener z ulgą przyjął tę decyzję, bo widział, że nie jest w stanie zapanować nad zespołem. Koszykarki też wykazały zrozumienie.

Zwycięstwem w Bourges krakowianki mogą jeszcze uratować na razie przeciętny sezon. W turnieju finałowym Euroligi, który odbędzie się w Jekaterynburgu, jest już CCC Polkowice i po raz pierwszy w historii mogą w nim zagrać dwa polskie zespoły. Niewykluczone, że od dzisiejszego meczu będzie też zależeć przyszłość Golańskiego, który ma prowadzić drużynę co najmniej do końca rozgrywek. Potem działacze zadecydują, czy ktoś go zastąpi.

Najważniejsze pytanie, czy Charles tym razem dostanie wsparcie. Jeśli będzie osamotniona, to krakowianki nie mają co liczyć na awans. Ostatnio kontuzjowana była Alana Beard, która jednak wczoraj na szczęście poleciała z drużyną do Francji. Choć jeszcze w poniedziałek nie trenowała, to... - Wiele wskazuje, że zagra - zdradza Miętta-Mikołajewicz.

Więcej o: