Sport.pl

Euroliga. Trener Wisły Can-Pack: - Mecz słaby, choć bardzo emocjonujący

Koszykarki Wisły Can-Pack przegrały z Uni Gyor 62:67 w drugiej kolejce Euroligi. - Obydwa zespoły popełniły aż około 40 strat, rzucały z niską, bo poniżej 40-procentową skutecznością. To pokazuje, że mecz był niestety na słabym poziomie - przyznał Jose Hernandez.
Szkoleniowiec dodał, że spotkanie było emocjonujące. A to głównie za sprawą jego podopiecznych, które uparcie goniły rywalki i cztery sekundy przed końcem Anke De Mond rzutem zza linii 6,75 m doprowadziła do dogrywki. W niej lepsze były Węgierki.

- Zaczęliśmy bardzo dobrze i graliśmy tak w pierwszych minutach. Wszyscy mówią, że nie ma Tiny Charles i Katie Douglas, ale mało kto wie, że nie mogła trenować De Mondt, która miała temperaturę i Cristina Ouvina, po kontuzji w meczu z Widzewem - wyliczał Hernandez. - Kolejnym problemem jest wciąż absencja Darii Mieloszyńskiej. Dla nas więc dużym kłopotem jest trenowanie, jak i przygotowywanie się do meczów. Nie chcemy się tym oczywiście usprawiedliwiać. Jestem zresztą dumny z tych zawodniczek, które walczyły i do ostatnich minut wierzyły w zwycięstwo. W bardzo ważnych minutach tego meczu popełniliśmy jednak błędy, zwłaszcza w drugiej kwarcie. Być może to był klucz do zwycięstwa rywalek

Hiszpański szkoleniowiec narzekał, że już połowa rundy w polskiej ekstraklasie, a wciąż nie ma do dyspozycji całego zespołu. - Martwię się, że jest to 12 tydzień naszej pracy i wkrótce będą święta. A teraz dołączą nowe zawodniczki, a my wciąż jesteśmy jakby na etapie przedsezonowym - uważa Hernandez. - Pewnie wszyscy myślą, że jak będą już Tina i Katie, to będą zdobywać po 30 punktów. To jest koszykówka, sport zespołowy i wymaga wspólnej pracy, a mamy na to bardzo mało czasu. Tak się złożyło, że jesteśmy jedyną drużyną w Eurolidze, która gra bez Amerykanek, a w obydwu meczach - zarówno w Bourges, jak i w Krakowie, byliśmy blisko zwycięstwa.

Więcej o: