Sport.pl

Cristina Ouvina: Kraków podobny do mojej Saragossy

Chciałam grać w Eurolidze, a to dawała Wisła Can-Pack. Czy to był dla mnie wielki krok? Tak, pierwszy raz mieszkam poza Hiszpanią, poza domem rodzinnym i na dodatek w dalekiej Polsce - przyznaje hiszpańska rozgrywająca Wisły Can-Pack
Maria Hawranek, Andrzej Klemba: Dlaczego zdecydowała się pani na przejście do Wisły Can-Pack?

Cristina Ouvina: Z wielu powodów. Drużyna, w której grałam - Mann Filter Saragossa - przestała istnieć, a do tego miałam większe aspiracje. Występowałam tylko w lidzie hiszpańskiej, a chciałam grać w FIBA Cup lub Eurolidze. Czy to był dla mnie wielki krok? Tak, pierwszy raz mieszkam poza Hiszpanią, poza domem rodzinnym i na dodatek w dalekiej Polsce. Różnic są duże, szczególnie jeśli chodzi o pogodę.

Ktoś pomógł pani w podjęciu tej decyzji?

- Nie, dostałam ofertę i zgodziłam się na nią bez wahania. Wisła gra w Eurolidze, w zeszłym sezonie wygrała mistrzostwo Polski. Chociaż po tym, jak podpisałam kontrakt, pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości. Bardzo pomogli mi Marta Fernández [była zawodniczka Wisły Can-Pack - przyp. red.] i Jordi Aragónes [asystent trenera - przyp. red.], którzy odpowiedzieli na każde moje pytanie. To była zarówno decyzja ryzykowna, jak i emocjonalna. Miałam ochotę podjąć to wyzwanie i jestem zadowolona, że tu przyjechałam.

Za wzór stawia sobie pani Laię Palau, która również w tym sezonie zagra w Polsce - w CCC Polkowice. Czy ona zainspirowała panią do podjęcia tego kroku?

- Od dziecka uwielbiam Laię. Ale teraz nadszedł taki czas, w którym moja do niedawna idolka stała się rywalką. Nadal podziwiam ją jako zawodniczkę, ale na boisku nie jesteśmy przyjaciółkami. To przypadek, że obie gramy w Polsce, ale bardzo mnie cieszy, że w polskiej lidze grają hiszpańskie koszykarki.

Jest pani 22-letnią rozgrywająca. Na tej pozycji w Wiśle występowały ostatnio znakomite zawodniczki - Erin Phillips, Liron Cohen, Marta Fernández czy Jelena Skerović. Nie czuje pani presji?

- Nie, nieważne, czy mam 22 lata czy 36 lat. Jeśli uległabym takiej presji, byłabym po prostu głupia. To oczywiste, że trzeba dać z siebie wszystko, że będą od ciebie wymagać poświęcenia, ale stresowanie się tym nie ma sensu.

Znała pani wcześniej trenerów Wisły José Hernándeza i Jordiego Aragonésa?

- Tak, José poznałam podczas zgrupowania reprezentacji rok temu, a Jordiego tego lata podczas treningów. W szerszej perspektywie Hernández to po prostu kolejny trener. Każdy gra inną koszykówkę, im więcej ich w życiu masz, tym więcej się nauczysz.

Co chce pani osiągnąć w Wiśle?

- Indywidualnie rozwinąć się i doskonalić umiejętności pod każdym względem. Z drużyną chciałabym, żebyśmy co najmniej utrzymały wyniki z poprzedniego sezonu. Jesteśmy w stanie osiągnąć to samo, a może nawet więcej.

Na początku sezonu będziecie grały tylko w dziewięcioosobym składzie i czekały niecierpliwie na przyjazd Amerykanek.

- Będzie trudno zarówno w dziewięć, jak i w jedenaście. Teraz musimy się nastawić na to, że będziemy musiały grać więcej i na różnych pozycjach - na przykład ja gram jako rozgrywająca, ale pewnie czasem będę musiała też wystąpić jako obrońca. Kiedy dojadą Amerykanki, każda wróci na swoje miejsce, ale będziemy musiały zgrywać się na nowo. To drastyczna zmiana, ale na pewno nam się uda.

Jest pani w Krakowie niecały miesiąc. Jakie pierwsze wrażenia?

- Sama jestem zaskoczona, jak bardzo mi się tu podoba. Miasto jest bardzo ładne, a centrum niewielkie, więc łatwo się w nim zorientować i wszędzie dojść. Pod tym względem bardzo przypomina Saragossę. A ludzie jak na razie są dla mnie naprawdę mili. Nie wiem, czy to dlatego, że im przypadłam do gustu, czy może po prostu wszyscy Polacy tacy są. Wolne chwile wykorzystuję, by poznać okolicę. Byłam w kopalni soli w Wieliczce, teraz planuję wyjazd do Oświęcimia.

Znalazła pani jakieś miejsce z hiszpańska kuchnią?

- W centrum jest Bar Tapas. Muszę jednak powiedzieć, że tortillę ziemniaczaną to robię lepszą. Może podrzucę im przepis.

W Krakowie mieszka sporo Hiszpanów...

- Przypadek sprawił, że mieszka tu mój kolega z Saragossy, mam też kilku innych znajomych. Są dla mnie odskocznią od koszykówki, której bardzo potrzebuję. Dziewczyny w drużynie są świetne, ale trzeba umieć się odłączyć i między rozgrywkami znaleźć chwilę dla ludzi, którzy z koszykówką nie mają nic do czynienia.

Dziś koszykarki Wisły Can-Pack zainaugurują rozgrywki Ford Germaz Ekstraklasy meczem z beniaminkiem AZS Rzeszów

Więcej o: