Rewolucja nie zmieniła priorytetów Wisły Can-Pack

Trener Jose Hernandez wrócił do Krakowa w wakacyjnej formie, ale zamierza ostro wziąć się do pracy. - Mamy mało czasu, ale stworzymy silną drużynę - deklaruje szkoleniowiec koszykarek Wisły Can-Pack.
Latem mistrzynie Polski opuściły m.in. Ewelina Kobryn, Erin Phillips i Nicole Powell. Do drużyny dołączyły za to: Hiszpanka Cristina Ouvina, Węgierka Dora Horti, Chorwatka Petra Stampalija oraz Daria Mieloszyńska i Justyna Żurowska. Hitem było jednak zatrudnienie Amerykanek: Tiny Charles i Katie Douglas.

Krakowianki ćwiczą w niepełnym składzie od ponad tygodnia (cudzoziemki dołączą do nich 30 sierpnia). Najpóźniej pod Wawel dotrze Charles, która występuje w Connecticut Sun. Jeśli jej zespół awansuje do finału WNBA, Amerykanka opuści kilka spotkań ligowych i jedno Euroligi.

Dopiero wczoraj do Polski przylecieli trener Hernandez i jego asystent Jordi Aragones.

Rozmowa

z Jose Hernandezem

trenerem Wisły Can-Pack

Szymon Opryszek: Drużyna przypomina krajobraz po rewolucji.

Jose Hernandez: Zmieniła się, ale jestem zadowolony ze wzmocnień. Pozyskaliśmy naprawdę klasowe zawodniczki, ale mamy niedużo czasu na stworzenie mocnej ekipy.

W poprzednim sezonie Kobryn i Phillips nadały charakter drużynie. Która z zawodniczek przejmie rolę liderki?

- Wszystko wyjdzie w praniu. Naszym celem jest stworzenie zespołu, który będzie wygrywał zarówno w Polsce, jak i Europie, a liderka wykreuje się w trakcie spotkań. Oczywiście za Eweliną zawsze będziemy tęsknić i mam nadzieję, że kiedyś wróci do Wisły. Potrzebujemy ludzi z takim charakterem.

Kibicował pan Amerykankom podczas igrzysk olimpijskich?

- Oglądałem wszystkie spotkania Charles w Londynie, jak i na parkietach WNBA. To jedna z najlepszych środkowych świata. Śledziłem też występy Katie Douglas. Mam nadzieję, że Amerykanki dołączą do nas jak najwcześniej. Może się jednak zdarzyć, że przyjadą do Polski już po rozpoczęciu sezonu i opuszczą nawet jeden mecz Euroligi.

Zmęczenie Charles może odbić się na formie Wisły?

- Gwiazdy podobnego pokroju, np. Lauren Jackson i Diana Taurasi, odpuściły kilka meczów WNBA i odpoczywały przed turniejem olimpijskim. Charles wystąpiła we wszystkich spotkaniach i może być zmęczona. Niewykluczone, że w pierwszej części sezonu będziemy musieli pracować z nią indywidualnie. Będzie mogła odpocząć dopiero w przerwie świątecznej.

Podobnie jak w poprzednich latach nie może pan chyba mówić o komforcie pracy.

- Przez najbliższe tygodnie będziemy ciężko pracować: rankami nad siłą fizyczną, a wieczorami nad taktyką. Cieszę się, że na turniejach w Trutnowie i Koszycach zmierzymy się z mocnymi rywalkami. W pierwszych meczach zabraknie Amerykanek, więc musimy zgrać drużynę. Będzie to łatwiejsze, gdy będziemy walczyć z wymagającymi przeciwnikami.