CCC protestuje przeciwko chamstwu kiboli Wisły Can-Pack. Były wyzwiska o "dolnośląskich ladacznicach"

"Stanowczo protestujemy przeciwko przenoszeniu zwyczajów z piłkarskich stadionów na koszykarskie hale, w dodatku podczas meczów z udziałem kobiet" - pisze prezes CCC Polkowice. Dolnośląski klub jest oburzony zachowaniem kibiców Wisły Can-Pack Kraków podczas pierwszych meczów finału Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet.
Po dwóch zwycięstwach we własnej hali Wisła zagra w piątek na Dolnym Śląsku. Będą ją wspierać krakowscy kibice, którzy są w Polkowicach niemile widziani po ostatnich wydarzeniach.

W weekend na trybunach hali przy ul. Reymonta siedziały dzieci i osoby starsze. Kibole Wisły zwracali się do nich w wulgarny sposób, pokazując przy tym obsceniczne gesty. Wyzywano też koszykarki drużyny przyjezdnej (według relacji klubu z Polkowic padały wyzwiska typu "dolnośląskie ladacznice").

Błyskawicznie zareagował Krzysztof Korsak, prezes zarządu MKS Polkowice. Pismo ze słowami oburzenia wysłał do Wisły i szefów PLKK. Żali się w nim na "przejawy chamstwa i nieuzasadnionej agresji, jakiej dopuścili się "kibice" Wisły". Ostrzega, że jeśli dojdzie do powtórki, CCC nie będzie wpuszczało fanów z Krakowa do własnej hali.

"Stanowczo protestujemy przeciwko przenoszeniu zwyczajów z piłkarskich stadionów na koszykarskie hale, w dodatku podczas meczów z udziałem kobiet. Brak reakcji spikera czy organizatorów na niosące się śpiewy z tzw. "młyna" pod adresem zawodniczek CCC Polkowice "k... pokonamy" i "dolnośląskie ladacznice" powinny być powodem do wstydu dla przedstawicieli klubu z papieskiego miasta" - pisze prezes Korsak.

Tymczasem Piotr Dunin-Suligostowski, generalny menedżer Wisły Can-Pack, przyznał, że zachowanie części publiczności było niewłaściwe. - Proszę tych, którym na sercu leży prawdziwe dobro klubu, o rezygnacje z tego typu elementów dopingu, bowiem nie przynosi to nam wszystkim chwały - wprost przeciwnie! - nawoływał na oficjalnej stronie Wisły Can-Pack.