Anioły pomogły koszykarce Wisły Can-Pack

Po dwóch meczach finału PLKK drużyna spod Wawelu prowadzi 2:0 z CCC Polkowice. Jedną z bohaterek była Erin Phillips, która wcześniejsze dni spędziła w samolocie.
Australijka przystępowała do weekendowych pojedynków zmęczona, bo dzień przed pierwszym meczem wróciła z pogrzebu babci, który odbył się na Antypodach. - Moja podróż trwała 33 godziny. Ale to nie mogło mnie powstrzymać. Miałam po prostu dużo czasu, by myśleć o CCC. Nie mogłabym nie zagrać w tak ważnych spotkaniu - mówi Phillips na łamach "Dziennika Polskiego".

- To był trudny czas, ale czułam się tak, jakbym grała ze wsparciem aniołów - stwierdziła koszykarka, która w dwóch spotkaniach rzuciła 22 punkty.