Wisła Can-Pack. Paulina Pawlak: Wszystko jeszcze może się zdarzyć

- Mam nadzieję, że przegrana ze Spartakiem Moskwa jeszcze bardziej nas zmobilizuje na mecz z UMMC Jekaterynburg. Do końca nie stracimy wiary i nie przestaniemy walczyć - zapewnia rozgrywająca Wisły Can-Pack. Dziś (godz. 14.30) mecz z Rosjankami. Relacja na krakow.sport.pl
Andrzej Klemba: Wypuściłyście z rąk znakomitą okazję na pokonanie Spartaka.

Paulina Pawlak: To prawda, miałyśmy wielką szansę. Wiele razy powtarzałyśmy sobie, że w takim turnieju trzeba grać równo przez 40 minut. Niestety, miałyśmy zbyt dużo przestojów w ataku, co przełożyło się na problemy w obronie. Gdy rywalki nas dogoniły, a po chwili wyszły na prowadzanie, bardzo trudno było je dogonić. Odzyskały wiarę, że mogą wygrać. O naszej porażce zdecydowały głupie błędy i straty. To nas zgubiło. Nie udało nam się utrzymać poziomu aż do końcowej syreny. Zdajemy sobie sprawę, że to była wielka szansa, ale nie udało się jej wykorzystać. Pozostaje nam walczyć w kolejnych spotkaniach. Mam nadzieję, że ta przegrana jeszcze bardziej nas zmobilizuje na mecz z UMMC Jekaterynburg.

Co się stało z Nicole Powell, która punkty zaczęła zdobywać dopiero, gdy wynik był niemal rozstrzygnięty?

- Trzeba pamiętać, że rywalki też oglądają i analizują nasze mecze. Nicole to nasz najlepszy strzelec, więc była bardzo dobrze pilnowana. Sama także włożyła bardzo dużo sił, by zatrzymać Seimone Augustus. Właściwie to na niej spoczywał obowiązek, by ją powstrzymać, i przez to straciła siły w ataku. Naszym zadaniem w ofensywie była gra pod koszem. Z Eweliną Kobryn miałyśmy tam przewagę, choć mogłyśmy tam ugrać jeszcze więcej [słabo spisały się inne środkowe - Milka Bjelica i Petra Ujheyli miały zaledwie 33 proc. skuteczności - przyp. red.]. Spartak zagrał też strefą w obronie i trochę się wtedy pogubiłyśmy. Rosjanki cały czas starały się wybijać nas z rytmu.

Po tym spotkaniu trudno będzie wam się pozbierać na kolejne mecze?

- Na pewno nie. Podczas tego turnieju naprawdę wszystko może się zdarzyć. Do końca nie stracimy wiary i nie przestaniemy walczyć.

Przed turniejem miała pani problemy z plecami.

- Nie czuję już bólu kręgosłupa. Miałam tydzień przerwy, ale na tyle, na ile jestem w stanie pomóc, starałam się to robić. Jestem gotowa do gry. Brakuje mi trochę przygotowania fizycznego, bo dziewczyny mocno pracowały w tych ostatnich dniach. Najważniejsze jednak, że nic mnie nie boli.