Wisła Can - Pack. Ewelina Kobryn: W Eurolidze sukces trzeba wyszarpać

Wisła Can-Pack drugi raz zagra w turnieju finałowym Euroligi. - Teraz mamy silniejszy zespół - mówi kapitan mistrzyń Polski, która wystąpiła też w finałach w 2010 roku. Pierwszy mecz - ze Spartakiem Moskwa - w środę. Transmisja na krakow.sport.pl
W tym sezonie rozgrywki Euroligi przebiegają według nowego systemu. W turnieju finałowym zagra osiem drużyn, a do tej pory zawsze były cztery (grupa Wisły jest identyczna jak skład Final Four w Walencji). Osiem drużyn podzielono na dwie grupy, w których każdy zespół zmierzy się z każdym. Po rozegraniu trzech meczów (w środę, czwartek i piątek) powstanie tabela i w niedzielę pierwszy zespół grupy A zagra z pierwszym zespołem grupy B o zwycięstwo w Eurolidze, drugi z grupy A z drugim z grupy B o trzecie miejsce itd.

Andrzej Klemba: Co Wisła może osiągnąć w Final Eight w Stambule?

Ewelina Kobryn: Powalczymy, by wygrać pierwszy mecz ze Spartakiem.

To dobrze, że zaczynacie od spotkania z Rosjankami?

- Wydaje mi się, że po dwóch porażkach w grupie czują do nas respekt. Mamy szansę, by wygrać.

Wszyscy podkreślają, że do pokonania UMMC Jekaterynburg czy Ros Casares Walencja potrzeba furę szczęścia.

- Każdy ma słabszy dzień i wszystko jest w naszych głowach. To są zespoły, w których zawodniczki z ławki rezerwowych są niemal równorzędne z tymi z pierwszej piątki. Tu na pewno mają nad nami przewagę. To jednak turniej, w którym gra się trzy mecze z rzędu. Takiego systemu jeszcze nie było, więc mam nadzieję, że zaskoczymy czymś pozytywnym.

Nie obawiacie się tego systemu?

- Może być gorszy dla drużyn z krótszą ławką, bo trzy spotkania dzień po dniu to ogromny wysiłek. Tym bardziej że w tym gronie nie ma słabeuszy i każdą wygraną trzeba będzie wyszarpać. Mam nadzieje, że nie padniemy fizycznie.

Wisła jest jednym z zespołów, które mają krótszą ławkę. W Eurolidze gracie zazwyczaj siedmioma, ośmioma zawodniczkami.

- Dlatego szukamy tych pierwszych punktów właśnie na inaugurację ze Spartakiem. Rosjanki są w podobnej sytuacji. Ten pierwszy rywal nam "leży" i cieszę się, że zagramy właśnie z nim.

Podczas turnieju w Walencji byłyście nieco przestraszone. Teraz będzie lepiej?

- Jesteśmy starsze i bardziej doświadczone. Każda z nas wyciągnęła wnioski. Teraz mamy chyba lepiej zbilansowaną drużynę. Nicole Powell to typowa trójka, świetnie przygotowana fizycznie i dysponująca doskonałym rzutem. Nieraz mogłyśmy się przekonać, że gra bardzo inteligentnie. Do tego jest jeszcze Erin Phillips, wielka atletka z ogromnym sercem do walki. Pod koszem także jesteśmy mocne. Liczę, że będzie lepiej niż w Walencji.

Ros Casares i UMMC to przede wszystkim właśnie siła pod koszem.

- Bardziej chyba nawet Hiszpanki, bo aż cztery zawodniczki dysponują świetnymi warunkami fizycznymi. Oprócz tego dobrze rzucają z dystansu. Będzie trudno, ale jeśli uda nam się coś ugrać, to radość będzie jeszcze większa.

Trener Jose Hernandez mówi, że w zasięgu Wisły są dwa zwycięstwa. Pierwsze ze Spartakiem...

- A później zobaczymy. Przegrany w meczu Ros Casares - UMMC będzie miał nóż na gardle i zrobi wszystko, by z nami wygrać. Najbardziej skupiamy się więc na meczu ze Spartakiem. Jeśli wygramy, to może wszystko potoczy się po naszej myśli.

Możecie być czarnym koniem?

- Tych czarnych koni troszeczkę już jest. Tak samo chcą być postrzegane Beretta Schio czy Rivas Madryt. Mam jednak nadzieję, że to my sprawimy niespodziankę.