Sport.pl

Euroliga. Anke De Mondt: Siłą Wisły Can-Pack jest zespół

- Każda z nas jest bardzo podekscytowana, że zagra w turnieju finałowym Euroligi i będzie chciała pokazać się z najlepszej strony - zapewnia koszykarka Wisły Can-Pack, która trzeci raz wystąpi w finale rozgrywek
Belgijka z Halconem Avenida Salamanka wygrała Euroligę w ubiegłym roku, a trzy lata temu razem z trenerem Jose Hernandezem, obecnym szkoleniowcem Wisły Can-Pack, była druga.

Wczoraj krakowianki poleciały do Stambułu przez Frankfurt. Zmieszkają, jak wszystkie drużyny, w czterogwiazdkowym hotelu Atakoy Marina, siedem kilometrów od lotniska. We wtorek będą dwa razy trenowały w hali klubu Galatasaray Stambuł (Abdi Ipekci Arena), która może pomieścić nawet 12,5 tys. kibiców. Pierwszy mecz w środę ze Spartakiem Moskwa.

Andrzej Klemba: Pani dobrze wie, jak smakuje wygranie Euroligi.

Anke De Mondt: To prawda i bardzo chętnie poczułabym to znowu. Ale oczywiście będzie o to niezwykle trudno. Wtedy w turnieju finałowym były tylko dwa spotkania, teraz czekają nas cztery. Musimy cały czas pamiętać, że naszą siłą jest zespół. Skoro czekają nas aż cztery mecze, to każdy musi być gotowy, by wejść i pomóc.

Trenerzy, zawodniczki, fachowcy powtarzają, że Wisłę stać tylko na wygranie ze Spartakiem.

- Może mówią tak, bo to nasze pierwsze spotkanie w Stambule i trzeba przede wszystkim na nim się skoncentrować. Nie powinniśmy myśleć, co wydarzy się w czwartek lub piątek, bo najważniejsza w tej chwili jest środa. To rzeczywiście istotny mecz, bo w przypadku przegranej, będzie nam trudno psychicznie się pozbierać. Ale jeśli wygramy, jeszcze mocniej uwierzymy w siebie. Nie możemy jednak nastawiać się wyłącznie na ten mecz, ale spróbować też sprawić niespodzianki z UMMC i Ros Casares.

Te dwie drużyny podobno są poza zasięgiem?

- Oczywiście na papierze wyglądają na dużo silniejsze. Mają więcej pieniędzy, a to określa, jak mocny masz skład. To są faworyci do wygrania Euroligi, ale zmierzą się ze sobą już pierwszego dnia. Jedna na pewno przegra i ciekawe jak zareaguje w następnych meczach. Ros Casares to wielka drużyna, ale też przegrywa - ostatnio w Pucharze Hiszpanii z Halconem Salamanka, który do turnieju finałowego Euroligi przecież nie awansował. Zdajemy sobie sprawę, że uznają nas za najsłabszy zespół. To są cztery mecze w ciągu pięć dni i naprawdę wszystko może się zdarzyć.

No właśnie, krótka ławka rezerwowych to jeden z problemów Wisły.

- Każda z nas jest bardzo podekscytowana, że zagra w turnieju finałowym i będzie chciała pokazać się z najlepszej strony. Nawet te zawodniczki, które grały mniej, pewnie dostaną szanse, by udowodnić, że zasługują, by nadal być w Wiśle.

Jakie są mocne strony Wisły?

- Polskie zawodniczki, Nicole Powell i Erin Phillips są ze sobą drugi sezon, a to pomaga w zgraniu. Tyle że np. w UMMC jest podobna sytuacja. Ja wcześniej grałam z Petrą Ujhelyi, a także u trenera Hernandeza. Więc wszystkie znamy się dość dobrze.

Jaką dużą rolę odgrywa szkoleniowiec?

- To trener z olbrzymim doświadczeniem właśnie w kobiecej koszykówce i to nie tylko klubowej, ale prowadził także reprezentacje seniorek i młodzieżowe. Zna większość koszykarek, które zagrają w finale Euroligi. Był na kilku Final Four i doskonale wie, w jakim kierunku powinniśmy pójść.

W Ros Casares gra pani rodaczka Ann Wauters. Szykuje pani rady dla środkowych Wisły?

- W tym sezonie jest w znakomitej formie, choć ostatnio grała trochę słabiej. Ann nie gra jednak na mojej pozycji i nie mam okazji, by jej pilnować. Także w reprezentacji Belgii za dużo razem nie grałyśmy. Tak naprawdę to chyba Ewa Kobryn czy pozostałe wysokie wiślaczki będą wiedziały lepiej, jak ją powstrzymać więcej niż ja.

Na stronie fibaeurope.com ukazały się nietypowe wypowiedzi pani i Milki Bjelicy o swoich koleżankach. Np. Paulina Pawlak załatwia tanio buty do koszykówki, Erin Phillips ranek zaczyna od wpisów na Facebooku...

- Na razie komentarzy nie było, ale pewnie wszystkie czytały. To takie małe, zabawne szczegóły, które wychodzą na jaw podczas całego sezonu.

Pani też skusiła się na buty od Pauliny?

- Nie, te akurat są z Belgii, ale większość zawodniczek korzysta z pomocy Pauli.

Więcej o: