Erin Phillips: Wszędzie miałam konfetti - w ustach, w uszach, we włosach

PRZEGLĄD PRASY. W niedzielę koszykarki Wisły Can-Pack zdobyły Puchar Polski. W finale pokonały pięcioma punktami Lotos Gdynia (81:76). Australijka zdobyła w spotkaniu 11 punktów, prawie połowę z nich rzuciła w końcówce.
Wisła Can-Pack, Comarch Cracovia, Muszynianka... Cały sport z Krakowa i okolic na Facebooku Kraków - Sport.pl »


Najpierw trafiła zza linii 6,75 m, potem wykorzystała dwa rzuty osobiste. - W I połowie zawodniczki Lotosu grały przeciwko mnie świetnie w obronie. Właściwie ciągle widziałam czyjąś rękę tuż przed twarzą. Ale dzięki temu inne wiślaczki miały nieco więcej luzu - przekonuje Phillips w rozmowie z "Dziennikiem Polskim". - Mam już prawie 27 lat. To mój trzeci sezon w polskiej lidze. Jestem już doświadczona. Wiem, jak w tych najtrudniejszych momentach pozostać skoncentrowaną i spokojną. W takich chwilach staram się nie myśleć o całym meczu, tylko skupić się na jednej czynności, którą mam wykonać.

Dzięki punktom Phillips Wisła zdobyła pierwszy puchar od trzech lat. - Po meczu wszędzie miałam konfetti - w ustach, w uszach, we włosach - opowiada koszykarka, która na parkiecie dobrze współpracowała z Taj McWilliams. - "Odkurzyłyśmy" trochę nasze schematy gry. Musiałyśmy tylko trochę poćwiczyć, ale generalnie wiem doskonale, co Taj za chwilę zrobi. Tak samo ona wie, gdzie ja będę w trakcie akcji. Świetnie się rozumiemy.