Taj McWilliams-Franklin bloguje. O przylocie do Krakowa, bałaganie w mieszkaniu i Erin Phillips

Mieszkanie amerykańskiej koszykówki to mieszanka stylów z lat 40. i 90., a w hali przy Reymonta było tak głośno, że w trzeciej kwarcie pierwszego meczu rozbolała ją głowa. Taj McWilliams-Franklin ze szczegółami opisała pierwsze dni pobytu pod Wawelem.
42-letnia Amerykanka ma pomóc Wiśle Can-Pack w zdobyciu mistrzostwa. W Krakowie zjawiła się 15 lutego. Leciała z San Antonio w Teksasie przez Minneapolis i Paryż.

W blogu na oficjalnej stronie jej amerykańskiego klubu Minnesoty Lynx dzieli się szczegółami. "Moje pierwsze wrażenie po przylocie do Polski było takie, jakie mógł mieć każdy, kto wyląduje w tej części Europy. Było śnieżnie i zimno, ale byłam na to przygotowana. Ale mimo że byłam w dżinsach, czterech bluzkach i swetrze, to i tak czułam chłód. Pierwszy kontakt z miastem potwierdził moje przypuszczania. Będę miała uciechę z odkrywania Krakowa."

Zdradziła też, że od razu po przylocie udała się do gabinetu lekarza, gdzie przeszła badania, m.in. EKG. "Lekarz zaśmiał się, że skoro gram tyle lat i nie mam problemów ze zdrowiem, to nic mnie nie zatrzyma".

"Potem udałam się do mieszkania, które okazało się mieszanką Austin Powers [fikcyjna postać z lat 40. - przyp. red.] i lat 90. To dobrze, bo lubię te okresy. Jednak ktoś wydał dużo pieniędzy na jego wystylizowanie, ale nie zapłacił za sprzątanie. Było naprawdę brudno. (...) Dlatego spakowałam rzeczy i udałam się do mieszkania Erin [Phillips]"

Nie zabrakło też odczuć kulinarnych. Amerykanka odwiedziła restauracje o nazwach "Anytime", "SomePlace Else", a następnie "Mayby Next Time" i "We'll Talk Later". "To nazwy jak z sitcomów lat 80. Jedzenie było bardzo dobre, ale próbowałam się dowiedzieć, dlaczego wybrano amerykańskie nazwy."

Wspominała też o pierwszym treningu w Wiśle, podczas którego dała o sobie znać zmiana strefy czasowej i ogromne zmęczenie. I opisuje debiut w Wiśle przeciwko Tęczy Leszno: "Hala przy Reymonta 22 była wypełniona do połowy i było GŁOŚNO. Przez to w połowie trzeciej kwarty rozbolała mnie głowa. (...) Było fajnie wrócić na parkiet i wreszcie zagrać z Erin po tych wszystkich latach. Patrzyłam jak dorasta, jak rośnie jej koszykarskie IQ... Pamiętam, kiedy była jeszcze w szczenięcym wieku i przyjechała do USA grać w Connecticut Sun. Młoda, epatująca energią, z szeroko otwartymi oczami i nieco naiwna, ale jednocześnie twardo stąpająca po ziemi. Teraz jest pewną siebie przywódczynią."

McWilliams-Franklin, choć już w ubiegłym sezonie była najstarszą zawodniczką WNBA, zapewnia, że o końcu kariery nie myśli. Przed przyjazdem do Krakowa podpisała kolejny kontrakt z Minnesotą Lynx.

Wszyscy kibice z Krakowa są na Facebooku Kraków - Sport.pl »