Sport.pl

Wisła Can-Pack. Anke De Mondt: Dopiero w komplecie pokażemy siłę

Koszykarki Wisły Can-Pack w niedzielę zakończyły morderczy październik, w którym wygrały dziewięć spotkań. Dziś w Brnie w wicemistrzem Czech rozpoczną jeszcze bardziej wyczerpujący listopad.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Zostań fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Podopieczne trenera Jose Hernandeza znów będą grały co trzy dni. Tym razem będzie jeszcze trudniej, bo pięć z dziewięciu spotkań rozegrają w bardziej wymagającej i wyczerpującej Eurolidze. W październiku sześć razy grały w lidze, a trzy w europejskich pucharach.

W Brnie krakowianki będą miały okazję poprawić bilans rywalizacji z Czeszkami. Do tej pory spotkały się z nimi pięć razy, wygrały dwukrotnie. Mimo że zagrają na wyjeździe będą faworytkami, bo gospodynie nie są już tak silne jak kilka lat temu. Wisła Can-Pack wciąż jednak nie może liczyć na Ewelinę Kobryn, ale jej powrót jest coraz bliższy.

Andrzej Klemba: Nie zagrała Pani z Liderem Pruszków.

Anke De Mondt: Trochę boli mnie gardło i mam podwyższoną temperaturę. Gdyby bardzo było trzeba, mogłam wyjść na boisko, ale lepiej, że udało mi się odpocząć. Trener widział jak przebiega mecz. W drugiej połowie dziewczyny wykonały świetną pracę i dzięki temu mogłam zostać na ławce.

Do Brna jednak Pani jedzie?

- Mam taką nadzieję. Wierze, że szybko poczuję się znacznie lepiej. Oczywiście pojadę do Brna i na miejscu okaże się, czy zagram.

Spodziewała się Pani, że wygracie wszystkie mecze w Eurolidze?

- Zaskoczeniem było zwycięstwo w Moskwie ze Spartakiem. Potem jednak okazało się, że nie są tacy mocni. Przegrali z Rivas, a także w lidze rosyjskiej. To nie jest ten sam Spartak co dwa, trzy lata temu. W porównaniu z drużyną, przeciwko której w poprzednim sezonie grałam w finale [jako zawodniczka Halconu Salamanka - przyp. red.], doszło do wielu zmian. Jestem jednak przekonana, że będą coraz silniejsi. Na pewno wciąż brakuje im zgrania. Jednak nie ma co oglądać się na rywali, tylko przede wszystkim wierzyć w siebie. Mamy mocna drużynę i możemy wiele zdziałać.

W październiku rozegrałyście dziewięć spotkań. Jesteście zmęczone?

- Na pewno taka dawka meczów się na nas odbija, ale do świąt Bożego Narodzenia nic się nie zmieni. Będziemy grali co trzy, cztery dni. Musimy wykorzystywać maksymalnie czas na odpoczynek.

Jesteście niepokonane, chociaż w każdym meczu brakuje co najmniej dwóch ważnych zawodniczek z powodu choroby lub urazu.

- Na szczęście mamy długą ławkę rezerwowych, a są tam zawodniczki, które prezentują odpowiedni poziom. Wiedzą, ze w związku z brakiem koleżanki, muszą dać z siebie trochę więcej. Mam nadzieję, że jak wszystkie dziewczyny wrócą do zdrowia i do formy, będziemy jeszcze lepsze.

Może jednak lepiej jak macie problemy, bo scalają zespół i wygrywacie.

- (śmiech) Jestem przekonana, że dziewczyny nie mogą doczekać się gry. To lepsze niż siedzenie na ławce rezerwowych czy na trybunach. Jeśli będziemy w komplecie, na treningach wzmocni się rywalizacja, co powinno być z korzyścią w meczach.

Frisco Brno nie jest tak silne jak kiedyś.

- Rzeczywiście od kilku lat skład nie jest już tak silny jak to bywało. To jednak wciąż rywal z Euroligi, który ma dobre zagraniczne zawodniczki. Na pewno nie będzie łatwo, tylko dlatego, że my wygraliśmy trzy spotkania z rzędu, a Frisco przegrało.

Stać Was na wygranie grupy?

- Trudno powiedzieć, choć początek rozgrywek jest obiecujący. Na pewno jesteśmy jedną z czołowych drużyn w grupie. Jeśli wygramy w Brnie, kolejne dwa spotkanie rozegramy w Krakowie. Zwycięstwa dałyby nam idealną pozycję.

Więcej o: