Sport.pl

Liga Mistrzów. Filip Drzewiecki: Takie mecze musielibyśmy rozgrywać co dwa dni [ROZMOWA]

- Mam 32 lata, a meczu z takim rywalem nie pamiętam - przyznaje Filip Drzewiecki, napastnik Comarch Cracovii, po debiucie w hokejowej Lidze Mistrzów. Krakowianie w Tauron Arenie przegrali ze Spartą Praga 2:7.
Na wasz mecz przyszło ponad siedem tys. kibiców. To dużo.

Filip Drzewiecki: - Cieszymy się z tego. Może nie było czuć, że jest aż tylu kibiców, bo hala jest potężna. Ale dopingowali nas jak zawsze, a my dla nich próbujemy oddawać serce. Przegraliśmy, ale w piątek znów będziemy walczyć na 100 procent [z Farjestad BK - przyp. red.]. Głowy do góry.

Stresowaliście się przed wyjazdem na lód?

- Podeszliśmy do tego meczu jak do każdego innego. Trener zawsze powtarza, że każde spotkanie zaczyna się od wyniku 0:0. Mieliśmy popełniać jak najmniej błędów, ale w hokeju one czasem się po prostu zdarzają. Kto ma ich mniej, wygrywa. A my mieliśmy ich za dużo. Wynik odzwierciedla to, co się działo na lodowisku.

Po drugiej tercji przegrywaliście tylko 2:4. Dopiero w trzeciej rywale uciekli. Dlaczego?

- Gdybyśmy z takimi przeciwnikami grali co drugi albo trzeci dzień, to pewnie wytrzymalibyśmy na całe spotkanie i do końca byłoby "na styk". Ale jest jak jest. Trzeba teraz ostudzić głowy. W piątek następny mecz, jedziemy dalej. Na pewno się nie położymy.

Będziecie lepsi dzięki takim lekcjom?

- Nie chcę się powtarzać, ale takie spotkania naprawdę musiałby być rozgrywane dużo częściej. Mam 32 lata, a meczu z takim rywalem nie pamiętam.

Zdobył pan historycznego gola. Bo pierwszego dla polskiej drużyny w Lidze Mistrzów.

To chyba trzeba kończyć karierę? (śmiech) A poważnie to nawet nie pamiętam, jaki był wtedy wynik. 1:2? To całkiem niezły (uśmiech). Cieszę się, ale hokej to gra zespołowa i cała drużyna na to pracowała.

Najczęściej czytane