Pieniądze zostały na lodzie, czyli gorąco w polskiej lidze hokeja

Gorąco w polskiej lidze hokeja. W Krynicy powstaje zespół marzeń, a Comarch Cracovia kłóci się z byłym zawodnikiem. Nicolas Besch twierdzi, że nie otrzymał zaległych wypłat. - Wszystko dlatego, że nie oddał sprzętu - odpowiadają w klubie.
O konflikcie z działaczami Besch opowiedział w portalu Hokej.net. Mówił m.in., że długo czekał na przelew, a kiedy wrócił z mistrzostw świata, nikt z Cracovii nie odbierał od niego telefonów. Twierdzi, że nie otrzymał wypłat za dwa miesiące i premii za mistrzostwo Polski.

- Jeździłem do klubu i rozmawiałem, ale już po kilku minutach stwierdziłem, że nie ma to sensu. W końcu pan Jakub Tabisz [wiceprezes Cracovii] powiedział, że nic nie dostanę, ale mogę przecież podpisać nowy kontrakt - powiedział Besch.

Na atak klub odpowiada atakiem

Zadzwoniliśmy do wiceprezesa Tabisza z prośbą o komentarz, i po naszym telefonie klub wydał oświadczenie. Czytamy w nim m.in., że 29-letni obrońca nie mówi prawdy, bo pieniądze dostał. Ale nie wszystkie. "Klub wstrzymał jedynie wypłatę kwoty wynagrodzenia za okres 1-10 maja 2013 roku, która stanowi równowartość sprzętu sportowego, z którego Nicolas Besch nie rozliczył się" - czytamy.

Klub zapewnia, że jeśli Francuz sprzęt odda, to zaległe pieniądze dostanie. A premia za mistrzostwo ma zostać wypłacona tuż przed startem kolejnego sezonu. Z naszych informacji wynika, że chodzi o 600 tys. zł, które drużyna ma dostać do podziału.

Sprawą Bescha już kilka miesięcy temu zajmował się Wydział Gier i Dyscypliny Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, ale powodów, by ukarać Cracovię, nie znalazł.

Teraz działacze mistrzów Polski przechodzą do kontrataku i zarzucają Beschowi "nieprofesjonalną" i "nieetyczną" postawę. Argumenty? Hokeista miał dopuścić się "nieuprawnionej" i "bezpodstawnej" krytyki trenera. M.in. dlatego nie udało się dojść do porozumienia w sprawie przedłużenia kontraktu.

Tym samym Cracovia z jednym ze swoich najlepszych hokeistów żegna się z niesmakiem. Besch ma polskie korzenie (jego matka pochodzi z Krakowa), płynnie mówi w naszym języku i grał pod Wawelem przez dwa lata. Wyrósł na gwiazdę ligi - w ubiegłym sezonie był jednym z najskuteczniejszych obrońców.

Trudnych rozmów było więcej

Do startu nowego sezonu został jeszcze ponad miesiąc, ale w polskim hokeju już od dłuższego czasu jest gorąco. W poniedziałek Besch rozpoczął treningi z KTH Krynica, gdzie powstaje drużyna marzeń. Oprócz niego przeniosło się tam 12 czołowych polskich ligowców, a wkrótce mają dołączyć obcokrajowcy. Klub już złożył wniosek o wykupienie dzikiej karty do gry w ekstralidze (kosztuje 200 tys. zł). Drużynę poprowadzi Jacek Płachta.

Projekt jest jednak owiany tajemnicą, a hokeiści nie mogą puścić pary z ust. - Jesteśmy od tego, by trenować. Więcej mówić nie chcę, bo po co rozsiewać plotki? Czekamy na rozwój wydarzeń - ucina Leszek Laszkiewicz, który przez lata był gwiazdą Cracovii, a dziś trenuje w Krynicy.

Wcześniej była obawa, że liga w ogóle nie wystartuje. Pięć klubów (w tym m.in. Cracovia i Aksam Unia Oświęcim) zwlekało z podpisaniem umowy licencyjnej. Działacze m.in. nie zgadzali się na przekazanie części praw marketingowych spółce Polska Hokej Liga, która od przyszłego sezonu miała zarządzać rozgrywkami. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia, ale liga będzie prowadzona przez PZHL na dotychczasowych zasadach.