Rudolf Rohaczek: Czy chciałbym dłużej zostać w Krakowie? To mnie pan zaskoczył...

- Nadal mam motywację, by tu pracować. Może uda się jeszcze stworzyć naprawdę silną drużynę, ale teraz najważniejszy jest finał - mówi Rudolf Rohaczek, trener Comarch Cracovii, przed drugim meczem finału PLH.
W rywalizacji do czterech zwycięstw Cracovia prowadzi z JKH Jastrzębie-Zdrój 1:0. W środę (godz. 18.30) i czwartek ma szansę przybliżyć się do mistrzostwa.

Rozmowa z Rudolfem Rohaczkiem, trenerem Comarch Cracovii

Jarosław K. Kowal: Przed play-offami srebrny medal wziąłby pan w ciemno?

Rudolf Rohaczek: To trudne pytanie. Pamiętamy, że już rywalizacja w ćwierćfinale z HC GKS-em Katowice była bardzo wyrównana, dwa mecze rozstrzygnęły się w rzutach karnych. Potem nie byliśmy faworytem w półfinale z Ciarko Sanok. Jednak wtedy wszystko zaczęło się kleić, drużyna zaczęła grać odpowiedzialnie. Pokazała, że kiedy musi, to daje z siebie 100 proc.

A wcześniej...?

- ...sam pan wie, że w rundzie zasadniczej nie grało się tak naprawdę o nic. Zmiana przepisów miała wpływ na jakość gry, i to nie tylko Cracovii. Play-offy to już inna historia.

Z wyeliminowania Ciarko cieszyliście się jak z tytułu. Nawet prezes Janusz Filipiak pojawił się na lodowisku.

- To było naprawdę duże wydarzenie, przecież prezes Filipiak wykłada pieniądze na hokej. A takiego spotkania jak tamto z Ciarko nie było w Krakowie od roku albo nawet dwóch lat. Jeszcze ci kibice... Nie powiem, że przed taką publicznością zwycięstwa są formalnością, ale super się gra. Jestem im też wdzięczy za wsparcie. Mogę tylko obiecać, że wspólnie z zawodnikami będziemy robić wszystko, by się odwdzięczyć.

W takich chwilach myśli pan sobie: "Chciałbym dłużej zostać w Krakowie"?

- To mnie pan zaskoczył, nie byłem przygotowany na to pytanie. Mogę powiedzieć tak: praca w najstarszym polskim klubie to odpowiedzialność, ale ciągle mam motywację. Do tego czuję wsparcie ze strony kibiców i prof. Filipiaka. Nie chcę używać wielkich słów, ale mam nadzieję, że jeszcze możemy stworzyć silną drużynę, by zaistnieć. Być może we wspólnej lidze polsko-słowackiej... Ale zostawmy to, bo na razie najważniejszy jest mecz z JKH GKS-em.

Jednak z prof. Filipiakiem pewnie rozmawialiście o przyszłości?

- To temat na "po sezonie", finał jest teraz najważniejszy. Profesor jest bardzo zajęty, po półfinale zamieniliśmy jedynie parę zdań. Cieszył się ze zwycięstwa, życzył powodzenia...

Przed meczem w Jastrzębiu-Zdroju pana hokeiści powtarzali, że to może być najważniejsze spotkanie. Było?

- Było przede wszystkim bardzo trudne. Ale to środowe spotkanie też będzie ważne, być może przechyli szalę na którąś ze stron.