Cracovia wszystkiego się chwyta

Działacze ostatniej drużyny ekstraklasy na gwałt poszukują środkowego napastnika, który pomógłby w walce o utrzymanie. Wybór padł na Guillano Grota, kolegę Saidiego Ntibazonkizy
Wczoraj snajper pochodzący z Surinamu (byłej holenderskiej kolonii) trenował z podopiecznymi trenera Jurija Szatałowa.

- Dostałem propozycję od Tomasza Rząsy, dyrektora sportowego Cracovii, i postanowiłem z niej skorzystać. Dlaczego? Jestem wolnym graczem i potrzebuję rywalizacji na dobrym poziomie - podkreśla 28-letni Holender.

W przeszłości Grot, który urodził się w Paramaribo, występował m.in. w holenderskich NEC Nijmegen, Helmond Sport i Excelsior Rotterdam. Jako snajper błysnął jednak w Interze Turku, z którym przed trzema laty zdobył mistrzostwo Finlandii. Strzelił wówczas dziewięć goli, a także jednego w Lidze Europy. - To były najpiękniejsze momenty w karierze - uśmiecha się Holender.

W ubiegłym roku działacze Interu zdecydowali się rozstać z napastnikiem, a ten trafił do De Treffers z holenderskiej ligi amatorskiej. - To nic złego. Dzięki temu Holender pozostaje w rytmie meczowym. Jego atuty to siła, tężyzna fizyczna. Kilka razy pokazał się na treningu, ale jest zbyt wcześnie, by go oceniać - przekonuje trener Szatałow.

Grot jest wolnym piłkarzem, dlatego mógłby już wczoraj podpisać kontrakt z Cracovią i pomóc jej w walce o utrzymanie w ekstraklasie. Problemem może jednak okazać się szybkie zdobycie certyfikatu piłkarza, dlatego występ w sobotę przeciwko Polonii Warszawa jest raczej wykluczony.

- Nie wszystko zależy ode mnie, ale chciałbym zostać w Krakowie. Słyszałem, że transfery z Holandii do Polski są ostatnio w modzie. Szybko rozpoznałem choćby Arka Radomskiego. Poza tym wybór Cracovii polecał mi Ntibazonkiza. A że znamy się jeszcze z czasów wspólnej gry w NEC Nijmegen, to mogę mu ufać - twierdzi Grot.

Tymczasem szkoleniowiec krakowian nie ukrywa, że jest rozczarowany postawą napastników. Wczoraj podczas gierki w roli najbardziej wysuniętego gracza testował m.in. Bartłomieja Dudzica, a Ntibazonkiza powrócił na skrzydło. Ściągnięty zimą Pavol Masaryk jest zupełnie bez formy i wczoraj trenował indywidualnie.

- W ostatnich kilku meczach Saidi Ntibazonkiza pokazał, że nie nadaje się, by występować w środku ataku. Szukamy więc innych rozwiązań, bo wciąż wierzymy w pozostanie w ekstraklasie - przyznaje Szatałow.