Sport.pl

Piłka nożna. Najbardziej cieszy się córka Marcina Cabaja

Marcin Cabaj, były bramkarz Cracovii, trenuje z czwartoligowym Hutnikiem i jest bez pracy. - Jak każdy mam chwilę słabości i wówczas myślę, czy nie wywrócić życia do góry nogami i nie zmienić zawodu - twierdzi.
Ekstraklasa.tv: Najlepsze parady Marcina Cabaja »

Gdy w grudniu Cabaj nie doszedł do porozumienia z działaczami Cracovii w sprawie przedłużenia umowy, wydawało się, że bez problemu znajdzie nową pracę. W ostatnim okienku transferowym aż siedmiu innych bramkarzy ekstraklasy zmieniało pracę, np. niemający wysokich notowań w Polsce Norbert Witkowski czy Mariusz Pawełek znaleźli zatrudnienie za granicą.

Siłowanie z... codziennością

Minęły trzy miesiące, a Cabaj trenuje z piłkarzami Hutnika. Jego koledzy to głównie amatorzy, żyją meczami z rezerwami Sandecji, Lubaniem Maniowy czy Orkanem Szczyrzyc. - Czy to irytujące? Oczywiście, lepiej byłoby walczyć o miejsce w składzie - podkreśla 31-letni bramkarz.

Każdy kolejny dzień wygląda niemal tak samo. - Bezrobocie nie jest tak straszne jak ta nudna codzienność. Wstaję rano i zastanawiam się, czy iść na trening, do siłowni czy może na basen. A potem nadchodzi oczekiwanie na weekend, tylko po to, by rozsiąść się w fotelu i oglądać mecze Premier League czy ekstraklasy - podkreśla.

Na rozmowę godzi się pod warunkiem, że nie będziemy podejmować tematu zimowego poszukiwania pracy. Nie chce obrazić "pewnych ludzi". Po odejściu z Cracovii Cabaj miał dwie oferty z klubów ekstraklasy (m.in. z Ruchu Chorzów), ale chciał zmienić otoczenie. Propozycji ze słabszych lig go nie interesowały.

Ostatecznie nie udało mu się podpisać umowy z zagranicznym klubem i został na lodzie. - Wychodzi na to, że czasem w piłce trzeba być cwaniakiem. Nie chciałem taki być. Mogłem przedłużyć kontrakt z Cracovią już w sierpniu, ale wolałem zaczekać. Potem nie było sprzyjających okoliczności, a w końcu nie doszliśmy do porozumienia. Było, minęło - ucina.

Rekordzista z łatką

Były kapitan Cracovii z klubem awansował od III ligi do ekstraklasy. W lidze słynął z wpadek, ale np. jesienią był najlepszym zawodnikiem zespołu.

Andrzej Dawidziuk, koordynator ds. szkolenia bramkarzy w PZPN, uważa, że Cabajowi została przypięta łatka fajtłapy. - Robert Green, reprezentant Anglii, miał wiele świetnych interwencji podczas mistrzostw świata, ale wszyscy pamiętają go z jednej wpadki. Cabaj pokutuje z tego samego powodu - uważa ekspert.

- Łatka może być pewnym powodem bezrobocia, ale nie jedynym. Inne przyczyny? Choćby taka, że prezesi polskich klubów wolą obcokrajowców - uważa bramkarz.

Choć Cabaj w tym sezonie został rekordzistą Cracovii w liczbie rozegranych spotkań w ekstraklasie (162 mecze, w których puścił 213 bramek), jego telefon dzwoni coraz rzadziej. Czy czuje syndrom wykluczenia ze środowiska? - Nie, ale żal pozostaje. Na szczęście moja sytuacja zawodowa nie przekłada się na sprawy prywatne. Mam więcej czasu dla rodziny, córka cieszy się, że tata się nią opiekuje. W urzędzie pracy jeszcze nie zarejestrowałem się jako bezrobotny. Wciąż liczę powrót do piłki - dodaje Cabaj.

Dawidziuk: - Paradoksalnie trudna sytuacja może pomóc bramkarzowi. Czasem w życiu trzeba zamknąć pewien rozdział, by udanie otworzyć następny. Po półrocznym odpoczynku od ciągłej krytyki będzie mógł pokazać, że wciąż może grać na najwyższym poziomie. A wpadki zdarzają się każdemu bramkarzowi. To już taki zawód.

Wiosną w Cracovii bryluje Wojciech Kaczmarek, który po czterech wiosennych meczach został powołany do reprezentacji Polski. - Nikomu nie zazdroszczę, oglądam następcę, a ten spisuje się naprawdę nieźle. Pocieszam się, że trzeba prezentować poziom godny reprezentacji, by występować w Cracovii - żartuje bramkarz.

Znasz się na Ekstraklasie? Wejdź do gry i Wygraj Ligę! »


Więcej o: