Sport.pl

Odnowa Cracovii bez napastnika

Przebudowana Cracovia ma walczyć o utrzymanie do ostatniej kropli krwi. O ile zimowa rewolucja pochłonęła wiele ofiar, o tyle latem winnym spadku może zostać uznany dyrektor sportowy
Działacze Cracovii zagrali va banque. Zatrudnili Jurija Szatałowa, trenera niezbyt zaprawionego w bojach (tylko dwa sezony w ekstraklasie) i dopiero pracującego na nazwisko. Zdecydowali się radykalnie przebudować drużynę. Przetrącili kręgosłup złożony z piłkarzy związanych z klubem, choć mających najlepsze lata za sobą (Cabaj, Pawlusiński). Zupełnie zmienili defensywę - pozbyli się niemal wszystkich obrońców i bramkarzy. Prezes Filipiak w imię uniknięcia spadku poświęcił nawet Marka Wasiluka (odesłany do Młodej Ekstraklasy) i Piotra Polczaka, których nie tak dawno uważał za najlepszą parę polskich stoperów.

Odnowiona Cracovia przystępuje do ligi jako wielka niewiadoma. Pozyskani piłkarze trenowali z zespołem maksymalnie miesiąc. Szkoleniowiec powtarza, że w Bytomiu zbudował drużynę w dwa tygodnie przed startem rozgrywek. Jednak jego Polonia ciułała punkty, podczas gdy krakowianie muszą regularnie wygrywać.

Pomysł rewolucji wydaje się jednak dobry - stary zespół przesiąknięty był niemocą. Atutem nowej Cracovii ma być żelazna dyscyplina i świetna gra defensywna. Problem w tym, że ewentualny spadek nie uderzy bezpośrednio ani w trenera, ani nowych piłkarzy. Mają przecież tylko połowę sezonu, by naprawić błędy poprzedników.

Wszystkie zmiany firmuje nazwiskiem Tomasz Rząsa, dyrektor sportowy Cracovii.

Latem, debiutując w nowej roli, znalazł tylko jednego piłkarza, który w kilku meczach okazał się realnym wzmocnieniem (Saidiego Ntibazonkizę). Teraz sprowadził ośmiu zawodników. Miejsce w tabeli Cracovii nie ułatwiało mu pracy, ale był to przecież m.in. efekt letnich nietrafionych zakupów.

Świeżość do szatni mają wnieść niechciani w innych klubach Polacy oraz uznani w swoich ligach (choć słabszych od polskiej) cudzoziemcy. Czy podołają? Z czwórki ligowców tylko Szymon Gąsiński występował regularnie. Wydaje się też, że z grona cudzoziemców, którymi interesowali się krakowianie, udało się ściągnąć tylko opcje rezerwowe. Np. Słowacy Mario Pecalka, Lubomir Guldan czy Pavol Masaryk zrezygnowali z Cracovii z racji braku perspektyw.

Największy grzech Rząsy to brak świeżej krwi w ataku. Po rozstaniu z Radosławem Matusiakiem i Bartoszem Ślusarskim działacze mieli aż cztery miesiące na ściągnięcie ich następców! O napastnika prosił trener, o potrzebie mówił Rząsa. W kadrze na mecz z Legią są Sebastian Kurowski i Marcin Krzywicki, którzy ledwie liznęli ekstraklasę, oraz Bartłomiej Dudzic (średnio gol na 10 spotkań).

Nawet jeśli Cracovię wzmocni obiecywany kibicom snajper, to zanim zgra się z drużyną, krakowianie mogą już nie mieć nawet matematycznych szans na utrzymanie. Wówczas pojawi się pytanie, czy zrobiono wszystko, by nie dopuścić do degradacji? Odpowiedź nasuwa się sama. Dużo to nie wszystko.