Hesdey Suart: Jestem trochę jak Roberto Carlos

Rodzice Suarta pochodzą z Surinamu, on ma holenderski paszport. Marzy mu się gra w Barcelonie, ale wzorem do naśladowania jest dla niego legendarny obrońca Realu Madryt.
Suart trafił do Cracovii dzięki kontaktom Tomasza Rząsy i Arkadiusza Radomskiego. Trzyletni kontrakt podpisał tuż przed meczem 4. kolejki z Koroną Kielce (0:1). Do pierwszego składu wsiadł niemal prosto z samolotu.



Jarosław K. Kowal: Pana rodzice pochodzą z Surinamu. Pod względem piłkarskim to raczej egzotyczne miejsce.

Hesdey Suart: Może tamtejsza drużyna narodowa nie jest zbyt dobra, ale ci bardziej utalentowani piłkarze mają holenderskie paszporty i grają lub grali w reprezentacji Holandii jak np. Patrick Kluivert, Edgar Davids czy Clarence Seedorf. Ja do Surinamu jeżdżę tylko na wakacje. Urodziłem się i mieszkałem do tej pory w Holandii.

Przed przyjazdem do Cracovii niewiele wiedział Pan o Polsce.

- Tak, już mówiłem, że kojarzyłem tylko Arka Radomskiego, Tomasza Rząsę i Zbigniewa Bońka. Teraz poznałem jeszcze zawodnika Korony Kielce. Nie pamiętam, jak się nazywał, miał trudne do wymówienia polskie nazwisko [najpewniej chodzi o Andrzeja Niedzielna, który również grał w Holandii - przyp. red.]. Jest szybki i dobry technicznie.

Zdążył Pan poznać Kraków?

- Jeszcze nie, bo dopiero załatwiam formalności związane z mieszkaniem. Na razie nocuję u Saidiego Ntibazonkizy. Za około dwa tygodnie dołączy do mnie rodzina. Dopiero wtedy będę miał czas, by pójść na Rynek. Na razie byłem tylko w Bonarce

Znał Pan wcześniej Burundyjczyka?

- Jego i Arka Radomskiego kojarzyłem z NEC Nijmegen, ale osobiście nie miałem okazji poznać.

Chce Pan związać się z Cracovią na dłużej czy wybić się do lepszego klubu?

- Wszyscy marzą o występach na jak najwyższym poziomie, ale na razie chcę grać tutaj. Jeśli żadne inne kluby się po mnie nie zgłoszą, zostanę przez trzy lata.

W jakiej lidze chciałby Pan zagrać?

- W Primera Division i to najlepiej dla Barcelony, ale jestem realistą. Gram w Cracovii i jestem z tego dumny.

Ilu kolegów z drużyny zna język angielski?

- Niewielu, ale to ja muszę nauczyć się polskiego. Na razie pomocną dłoń wyciągnęli do mnie Arek i Saidi. Trener Ulatowski też bardzo mnie wspiera. Niedługo na pewno skumpluję się z resztą chłopaków.

Będzie Pan brał lekcje polskiego?

- Nie, wystarczy że poznam piłkarskie zwroty. Na treningach nie ma problemów z komunikacją. Umiem się dostosować.

Czy już potrafi Pan cokolwiek powiedzieć w naszym języku?

- (śmiech) Trochę tak. Na przykład "dzień dobry" albo "cześć". To trudny język. Łatwiej jednak uczyć się angielskiego.

Kto jest Pana piłkarskim idolem?

- Roberto Carlos. Podziwiam go z wielu powodów. Jest szybki, potrafi włączać się do akcji ofensywnych i ma mocne uderzenie. Czy gram podobnie do niego? (śmiech) Chyba trochę tak.

Holenderski dziennikarz powiedział nam, że w Helmond Sport spóźniał się Pan na treningi...

- Nie chcę rozmawiać o Holandii. Jestem piłkarzem Cracovii i liczy się tylko to, co jest tutaj.

Po czterech kolejkach Cracovia ma na koncie tylko porażki.

- Nie spodziewałem się, że mój nowy klub będzie w tak trudnej sytuacji. Ale piłka nożna lubi być nieprzewidywalna. To dopiero początek sezonu, przed nami jeszcze wiele kolejek. Wszystko się zmieni.