Profesjonalizm według Arkadiusza Radomskiego

Przed sezonem szkoleniowiec zapowiedział, że fundamentem, na którym oprze zespół, będzie Arkadiusz Radomski. Jak na razie się myli
Trener Rafał Ulatowski stał się zakładnikiem własnych decyzji. Zamiast krytykować kilku podopiecznych, skupia się na obronie defensorów, którzy ani razu nie zagrali ze sobą w takim samym ustawieniu.

Cracovia bez punktu na koncie zamyka tabelę ekstraklasy, a cała wina za kolejne porażki spada na obrońców. Defensywa, choć wzmocniona czterema piłkarzami (trzej od razu wskoczyli do pierwszego składu), wciąż jest niezgrana, popełnia proste błędy, przez co krakowscy bramkarze wyciągali już 11 razy piłkę z siatki.

- Nasza wina? Przecież to cały zespół broni - oburzył się po debiucie Holender Hesdey Suart. Dużo w tym prawdy, tylko że obrona Cracovii zaczyna się i kończy na... czwórce obrońców.

Defensywni pomocnicy grają nierówno, napastnicy, zamiast pracować także w obronie, wyczekują sytuacji, które w najważniejszych momentach marnują. Zresztą ich gra pressingiem ograniczała się do przebieżek. Trener Rafał Ulatowski trwa na stanowisku, ma duże poparcie prezesa Janusza Filipiaka, ale... stał się zakładnikiem swoich decyzji.

Już przed sezonem szkoleniowiec zapowiedział, że fundamentem, na którym oprze zespół, będzie Arkadiusz Radomski. Założenie było przedwczesne i pociągnęło szereg konsekwencji, bo w szerokiej kadrze zabrakło miejsca dla Arkadiusza Barana. Dziś Ulatowskiemu brakuje zmiennika dla na pozycji defensywnego pomocnika.

Radomski zawodzi, nie jest mózgiem drużyny, jak zapowiadał trener. Jak na razie nie potrafi w trudnym momencie zmobilizować drużyny. Po dobrym początku, w meczach z Lechem i Koroną wyraźnie nie spełnia pokładanych w nim olbrzymich nadziei. W Kielcach miał dużo strat, nie rozbijał ataków rywali, raz wdał się w niepotrzebny drybling przed własnym polem karnym.

Po meczu nie chciał rozmawiać z mediami, choć jest kapitanem zespołu. To był brak profesjonalizmu, a przecież Radomski miał być wzorem dla młodszych kolegów. Jak może nim być skoro ma lekceważące podejście do pracy? Nie po wygranych meczach widać, że piłkarz jest zawodowcem, ale dopiero wtedy, kiedy zespołowi nie idzie i trzeba zmierzyć się z trudnymi pytaniami.

Cztery porażki z rzędu to nie tylko wina obrońców. Równie poważne i mające przykre konsekwencje błędy popełniają napastnicy. Nie może ich chwalić za to, że dochodzą do sytuacji, ale właśnie ganić za to, że ich nie wykorzystują. Bartłomiej Dudzic i Marcin Krzywicki dostali od Ulatowskiego, bez wątpienia na wyrost, duży kredyt zaufania. Gdyby nie szkoleniowiec, w najlepszym wypadku biegaliby po boiskach pierwszoligowych. Dudzic powinien w Warszawie dobić Legię, a w Kielcach dać Cracovii prowadzenie. Niestety, wszystko co potrafi 22-letni piłkarz, to szybko biegać, bo w ekstraklasie do bramki trafia średnio raz na... 842 minuty. Statystycznie zdobędzie wiec gola dopiero w 10. kolejce. W efekcie zmarnowana przez niego sytuacja w stolicy kosztowała drużynę punkt, a po anemicznym strzale w piątek Korona wyprowadziła skuteczną kontrę. Krzywicki dostał w Kielcach szansę, ale w kluczowej sytuacji zawiódł, choć mógł zapewnić punkt na wagę złota.

Może to lepiej dla klubu, że udowodnili swój brak przydatności, bo działacze już rozglądają się za wzmocnieniami.

Jestem pewien, że budowana od nowa obrona, ze średnią wieku 23 lata, będzie niebawem szczelna. Wówczas na światło dzienne wyjdą większe problemy niż brak zgrania i niefrasobliwość defensorów. Np. brak umiejętności wzięcia na swoje barki odpowiedzialności: za drużynę, wynik, strzelanie bramek.