Cracovia kradła sekundy i została skarcona

Cracovia była blisko zepsucia święta Legii Warszawa, ale przegrała 1:2 po kontrowersyjnej decyzji sędziego. - Nikt wcześniej nie dyktował takiego rzutu wolnego - wściekał się trener Rafał Ulatowski
- Nie róbmy polowania na czarownice - stwierdził szkoleniowiec po porażce 2:3 ze Śląskiem Wrocław i nie zdecydował się na rewolucję. Na skrzydle kontuzjowanego Saidiego Ntibazonkizę zastąpił Bartłomiej Dudzic, a na boku obrony zamiast Pawła Sasina zagrał Marek Wasiluk.

Ulatowski miał dwie doby, by wyeliminować błędy. Na nowy stadion przy Łazienkowskiej krakowianie wyszli zdyscyplinowani, starali się grać piłką daleko od swojego pola karnego, ale przede wszystkim wysokim pressingiem, jakby wiedzieli, że szkoleniowiec nie lubi powtarzających się pomyłek.

Podobnie było podczas zgrupowania w Holandii, gdy w sparingu krakowianie zmarnowali dwa rzuty karne. Przez kilka następnych treningów Ulatowski kazał im do znudzenia wykonywać jedenastki. Efekty? Uderzenie Dariusza Pawlusińskiego w sparingu z NEC Nijmegen oglądało w internecie ponad ćwierć miliona ludzi.

Już po czterech minutach pojedynku w Warszawie okazję miał Bartosz Ślusarski, a po chwili w polu karnym padł Bartłomiej Dudzic i sędzia bez namysłu podyktował jedenastkę, którą pewnym strzałem wykorzystał Ślusarski.

Dwie doby nie wystarczyły jednak Ulatowskiemu na całkowitą zmianę mentalności podopiecznych. Po strzelonym golu krakowianie w swoim stylu cofnęli się i dali się zamykać Legii na 30. metrze. Gospodarze grali jednak niemrawo, na bramkę Marcina Cabaja uderzali m.in. Cabral i Bruno Mezenga, ale bramkarz spisywał się bardzo dobrze.

Po zmianie stron podopieczni Ulatowskiego wciąż czekali na możliwość do kontrataku. Nie było z tym większego problemu, bo stoperzy Legii popełniali katastrofalne błędy. Kilka prostopadłych piłek wystarczyło, by przed szansą zdobycia gola stanęli Dudzic i Mateusz Klich, ale młodym krakowianom zabrakowało zimnej krwi. - Mogliśmy prowadzić o wiele wyżej - kręcił głową Ślusarski, a chwilę później zmienił go Radosław Matusiak, który powrócił na boisko po złamaniu nosa.

Legia grała bez pomysłu. Maciej Skorża, jeszcze jako trener Wisły, nie miał szczęścia ani do Cracovii (przegrał jesienne derby Krakowa), ani do Ulatowskiego (wiosną nie dał rady GKS-owi Bełchatów). Szkoleniowiec warszawian robił zmiany, wymachiwał rękami przy linii bocznej, podczas gdy Ulatowski siadł sobie... na murku przy ławce rezerwowych.

Wystarczyła jednak chwila dekoncentracji obrońców Cracovii, którzy nie upilnowali Marcina Komorowskiego, by prysł sen o zwycięstwie w stolicy. Chwilę później Cabaj obronił jeszcze sytuację sam na sam z Takesure'em Chinyamą i wydawało się, że krakowianie zremisują. Jednak w doliczonym czasie sędzia podyktował rzut wolny po tym, jak bramkarz Cracovii trzymał piłkę w rękach przez 11 sekund. Precyzyjnym strzałem na bramkę zamienił go Maciej Iwański.

Cracovia nie wygrała przy Łazienkowskiej ani razu od czasu awansu do ekstraklasy. Mimo porażki wczoraj przeszła do historii, bo dla Legii był to pierwszy mecz ligowy po otwarciu nowego stadionu.



Legia Warszawa2 (0)
Cracovia1 (1)
Bramki: Komorowski (77.), Iwański (90.) - Ślusarski (4., rzut karny).



Legia: Antolović Ż - Jędrzejczyk Ż, Wawrzyniak, Kneżević, Komorowski - Manu, Iwański Ż, Vrdoljak Ż, Rybus (66. Szałachowski) - Cabral (46. Chinyama) - Mezenga (88. Radović).

Cracovia: Cabaj Ż - Janus, Polczak, Jarabica Ż, Wasiluk (80. Sasin) - Sacha, Radomski, Klich Ż, Szeliga (74. Łuczak Ż ), Dudzic - Ślusarski (74. Matusiak).

Sędzia: Daniel Stefański, Bydgoszcz.

Widzów: 18 000.