Cracovia zremisowała z NEC Nijmegen

Większą krzywdę Holendrom na rynku transferowym zrobili krakowscy działacze niż piłkarze na boisku, bo w pierwszej połowie byli tłem dla rywali.
- To sparing jak każdy inny - zapowiadał z kurtuazją trener Rafał Ulatowski. Wszyscy w Cracovii potraktowali mecz z Holendrami jak najważniejszy sprawdzian przed startem ekstraklasy, na trybunach stadionu w Nijmegen zasiedli nawet działacze: Jakub Tabisz i Tomasz Rząsa.

Trener łata dziury

Trzy lata temu NEC zajęło 8. miejsce w Eredivisie i zakwalifikowało się do rozgrywek ówczesnego Pucharu UEFA. W 1/16 finału piłkarze z Nijmegen, najstarszego miasta w Holandii, przegrali 0:4 w dwumeczu z niemieckim Hamburgerem SV i odpadli. Podstawowymi zawodnikami byli wówczas Arkadiusz Radomski i Saidi Ntibazonkiza.

Rywalizacja na europejskich boiskach okazała się początkiem problemów. NEC wiosną spadł na 13. miejsce w lidze, a w przerwie letniej stracił aż pięciu piłkarzy. W Nijmegen liczą każdy grosz - bilety na sparing z Cracovią kosztowały od 5 do 8 euro, ale gospodarze powitali przyjezdnych z honorami, jakby spotkanie było szlagierem Eredivisie.

Piłka to jednak biznes, działacze Cracovii wykorzystali problemy budżetowe NEC i zakontraktowali Radomskiego i Ntibazonkizę. - To wielka strata. Obaj byli ważnymi ogniwami zespołu: jeden chciał zakończyć karierę w swoim kraju, drugi zmienił otoczenie. Trudno jest znaleźć ich następców, bo nasz skład opiera się teraz głównie na młodzieży - wyjaśnia Wiljan Vloet, trener NEC.

Saidi to jeszcze nie gwiazda

Niespełna 2 tys. widzów na Gofferstadion powitało obydwu piłkarzy brawami. Specjalnie dla Radomskiego kibice wywiesili pożegnalną flagę (pomylili kolejność barw i była czerwono-biała). Ntibazonkiza serdecznie witał się z kolegami z byłej drużyny, a na boisko wszedł dopiero w drugiej połowie.

- Nie traktujcie go jak gwiazdę. Jest młodym, utalentowanym i przede wszystkim bardzo szybkim zawodnikiem, ale przed nim jeszcze wiele pracy. Na miano supergracza trzeba zasłużyć. Chciałbym go mieć w zespole, ale to nie trener decyduje o sprawach finansowych i kontraktowych - dodaje Vloet.

Kibiców bardziej boli strata Radomskiego. - Na boisku staje się przywódcą, a takich piłkarzy nam brakuje. Saidi jest bardzo szybki, ale gra nierówno - tłumaczył jeden z fanów.

Saidi zrobił różnicę

Na porannym treningu w Zutphen krakowianie ćwiczyli akcje oskrzydlające, które rozpoczynała para stoperów, a włączali się w nie boczni obrońcy. W pierwszej połowie meczu powtórka z zajęć udała się tylko raz, a Holendrzy raz po raz zagrażali bramce Marcina Cabaja, szczególnie groźny był Bjorn Vleminckx. W 39. min napastnik gospodarzy wykorzystał niezdecydowanie defensorów i strzelił bramkę.

Trener Ulatowski dał szansę na lewej obronie Miloszowi Kosanoviciowi, ale Serb zawiódł - przegrywał niemal każdy pojedynek z szybkim Leroyem Georgem. Zresztą obie drużyny są na podobnym poziomie przygotowań (Eredivisie startuje w ten sam weekend co polska ekstraklasa), ale chwilami różnice motoryczne były widoczne gołym okiem.

Po zmianie stron Ntibazonkiza rozruszał akcje krakowian: najpierw po jego akcji mógł strzelić gola Bartłomiej Dudzic, potem reprezentant Burundi podał do faulowanego w polu karnym Sławomira Szeligi.

Jedenastkę technicznym lobem zamienił na bramkę Dariusz Pawlusiński. Później mecz się wyrównał, okazje dla Cracovii miał jeszcze Paweł Sasin, ale strzelił wprost w Gabora Babosa.

NEC Nijmegen - Cracovia 1:1 (1:0)

Bramki: Vleminckx (39.) - Pawlusiński (56., rzut karny)

Cracovia: Cabaj - Janus, Polczak, Wasiluk, Kosanović (76. Sasin) - Pawlusiński (64. Krzywicki), Goliński (46. Klich), Radomski, Szeliga (64. Łuczak), Sacha (46. Ntibazonkiza) - Ślusarski (46. Dudzic).