Sport.pl

Ekstraklasa. Cracovia - Korona Kielce 3:0. Matusiak znów staje się bykiem

Kariera Radosława Matusiaka jest jak hossa i bessa na warszawskiej giełdzie. 28-letni piłkarz dwa lata temu ogłosił koniec gry w piłkę, ale wrócił. A w meczu z Koroną gola strzelił nawet plecami
Ekstraklasa.tv: Świetny mecz Matusiaka - wideo »

Wybuch talentu piłkarza zbiegł się z rozpoczęciem hossy na giełdzie. Zresztą piłkarz też lubił bawić się w inwestora. Próbki możliwości Matusiak pokazał już jako junior - w 1999 roku był w drużynie U-16, która zdobyła wicemistrzostwo Europy. Później częściej przekonywał, że będzie kolejnym zmarnowanym talentem. Był jak prowincjonalne spółki giełdowe, którymi mało kto się interesuje - grał bez sukcesów w Szczakowiance, Wiśle Płock czy II-ligowym ŁKS. Przyjścia do GKS Bełchatów nikt też specjalnie nie odnotował.

W październiku 2005 roku WIG 20 rozpoczął marsz w górę (od poziomu 2340 pkt), a Orest Lenczyk pracę w GKS Bełchatów. Pod okiem szkoleniowca Matusiak stał się liderem drużyny. W 36 meczach zdobył 19 goli. Na ustach wszystkich był kiedy w listopadzie strzelił zwycięskiego gola Belgii po ośmieszeniu Daniela van Buytena. Byłby ulubieńcem " giełdowych" byków. Wtedy akcje Matusiaka na piłkarskim rynku osiągnęły rekord. To zaowocowało w styczniu 2007 roku transferem do Serie A. WIG 20 też zbliżał się do niepobitego do dziś rekordu - 29 października indeks największych spółek osiągnął ponad 3900 punktów.

Wtedy jednak Matusiak był już w Heerenveen, a jedyne czym zapisał się z pobytu w Palermo była pierwsza bramka Polaka w Serie A od ponad dziewięciu lat. Notowania Matusiaka zaczęły spadać. W Eredivisie zaliczył 10 występów (1 gol) i został za darmo wypożyczony do Wisły. Grał w niej jednak mniej (8 meczów, 333 minuty, 1 gol) niż w reprezentacji (7 meczów 4256 minut, 3 gole), bo Leo Beenhakker wierzył w swojego pupila niemal do mistrzostw Europy. Największą bessę piłkarz przeżył, kiedy nawet selekcjoner postawił na nim krzyżyk. Jego akcje poleciały na łeb i szyję. Wtedy byłby ulubieńcem giełdowych niedźwiedzi stawiających na spadki. Matusiak był blisko wycofania się z piłkarskiego rynku - przez pół roku był bez klubu. WIG 20 też spadał - na początku 2009 roku, podobnie jak piłkarz osiągnął dno (poniżej 1400 punktów).

Wrócił do macierzystego Widzewa, ale w I lidze też nie brylował. Znów strzelił tylko jedną bramkę, choć dla Łodzi niezwykle ważną, bo w zwycięską w derbach Łodzi. Wreszcie wrócił pod skrzydła Lenczyka, który po przyjściu do Cracovii od razu sięgnął po Matusiaka. Trener wierzył, że pomoże pupilowi wrócić na szczyt. Jesienią snajper nadal grał przeciętnie, strzelił dwie bramki, ale Lenczyk twierdził, że będzie lepiej. Wiosną zaczął w to wątpić - posadził Matusiaka na ławce rezerwowych. - Wiedziałem, że biorę na plecy worek z cementem. Jednak to nie ten sam Radek, którego znam - mówił niedawno.

W sobotę 28-letni napastnik zagrał jak za dawnych czasów. Strzelił piękną bramkę głową, potem Dariusz Pawlusiński trafił go w plecy i odbita piłka zaskoczyła Zbigniewa Małkowskiego. - Gol-kuriozum. Gdyby nie plecy Matusiaka, złapałbym piłkę, bo leciała prosto w moje ręce - mówił bramkarz Korony.

Zadowolony Lenczyk podczas konferencji prasowej prowokował dziennikarzy. - Dobrze, że wy mówicie o golach Matusiaka, bo nie chciałbym być posądzony o megalomanię dotyczącą Radka. Dostał piłką w pupcie, opłaca się nie być takim chudym, mieć trochę ciałka - żartował trener.

Wreszcie Matusiak przebiegł pół boiska, ośmieszył Nikolę Mijajlovicia i podał Michałowi Golińskiemu, który dopełnił formalność. Może to początek, by giełdowe byki znów zainteresowały się piłkarzem. Tym bardziej że dwóch goli i asysty Matusiak nie zdobył od listopada 2006 roku (GKS wygrał w Krakowie z Wisłą 4:2).

- Ufam Lenczykowi, nie powiem na niego złego słowa, nawet kiedy sadza mnie na ławkę. Różnie bywało z moją formą, koledzy i trenerzy nie mogli być do tej pory zadowoleni ze mnie - przyznaje Matusiak. - O kadrze nie myślę, mam dużo do zrobienia z Cracovią. Moja gra nie jest jeszcze ustabilizowana. Zresztą w polskiej lidze jest kilku lepszych ode mnie, choćby Robert Lewandowski. Inne nazwiska? To domena dziennikarzy. Staram się robić swoje, ale przecież nie powiem, że jestem lepszy od Pawła Brożka.

Snajper Cracovii zebrał pochwały od Janusza Filipiaka, który oglądał mecz w towarzystwie Franciszka Smudy, selekcjonera reprezentacji Polski. - Lenczyk wierzył w Matusiaka cały czas, ale jego niemoc bywała irytująca. Cieszę się, że w końcu się rozegrał. Euforia? Wyniki drużyn z dołu tabeli pokazują, że wiosna nie będzie dla nas wcale taka łatwa - podsumował prezes Cracovii.



Więcej o: