Sport.pl

Obcokrajowcy w Cracovii: zatrucie kiełbasą, alkoholizm i ginący sprzęt

Gdyby zebrać wszystkich zagranicznych piłkarzy Cracovii w ostatnim dwudziestoleciu, to z trudem można byłoby ułożyć jedenastkę. Klub niechętnie zatrudniał cudzoziemców, ale nie miał też do nich szczęścia
Aleksandru Suworow, reprezentant Mołdawii, będzie dopiero 11. zagranicznym zawodnikiem Cracovii od 20 lat. W nowym klubie może czuć się nieswojo, bo w Szeryfie Tyraspol był jednym z... dwóch Mołdawian w podstawowym składzie, a w kadrze byli gracze aż 10 narodowości.

Tymczasem obcokrajowcy w Cracovii zwykle mieli pod górkę. To dziwne, bo klub zakładali m.in. Anglik William Calder (wcześniej grał m.in. Fulham, a w Krakowie pracował jako nauczyciel angielskiego) oraz Czech Karel Just. - Kiedyś Cracovia uchodziła za klub wielonarodowościowy, ale ostatnio to się zmieniło, bo trudno było kupować zagranicznych piłkarzy do okręgówki - przekonuje Leszek Mazan, publicysta i kibic Cracovii.

W blisko 104-letniej historii klub prowadziło 10 trenerów z zagranicy, ale piłkarzy spoza Polski było jak na lekarstwo. W latach 90. koszulkę w pasy zakładali Ukraińcy: Oleksandr Bobaryko, Wiktor Alejnik, Michajło Kutelmach i Siergiej Rajko. Ten ostatni występował u trenera Ireneusza Adamusa. Co ciekawe, miał też dyplom wyższej uczelni, a przed każdym treningiem oraz meczem zamykał szatnię i modlił się w samotności. - Ale był też żartownisiem. Podczas negocjowania nowego kontraktu powiedział do szefostwa, że oferują mu "dużo za mało". Te słowa stały się kultowe i później słychać je było w szatniach innych drużyn - opowiada Adamus.

Gorzej wspominają w Cracovii Antona Hubara. Piąty i ostatni Ukrainiec zaliczył epizod w Cracovii, ale wsławił się tym, że zabrał cztery pary klubowych butów, dwa dresy, rękawice bramkarskie i. zniknął.

Armand Guy Feutchine był pierwszym i jedynym zagranicznym piłkarzem, który grał w Wiśle i Cracovii (został nieodpłatnie wypożyczony z Reymonta). 18-krotny reprezentant Kamerunu w mig nauczył się języka polskiego i przetarł szlaki swojemu rodakowi Michelowi Djabongowi, ale obaj niewiele przy Kałuży osiągnęli. - Feutchine grał u nas za darmo, w czasach wielkiej biedy. Nie był tak uparty jak jeden czarnoskóry zawodnik, którego szkoliłem w Hutniku. Tamten przyjechał ze startymi trampkami i nie chciał za nic w świecie grać w innych butach - wspomina Piotr Kocąb, ówczesny trener Cracovii.

Przygoda Feutchine z Krakowem nie skończyła się najlepiej, bo ktoś włamał się do jego pokoju w hostelu i wyniósł rzeczy. - W tych czasach czarnoskóry zawodnik to było coś. Na stadion przychodziło kilka tysięcy ludzi, by "popatrzeć na Murzyna". W Cracovii nie było miejsca dla cudzoziemców z powodów finansowych. A jak się poprawiło, to przychodzili trenerzy, którzy woleli Polaków - podkreśla Adamus.

Najbardziej otwarty na obcokrajowców był trener Stefan Majewski, ale w Cracovii nie miał nosa do transferów. Rzadko korzystał z usług Joao Paulo Heidemanna (kupionego za czasów Wojciecha Stawowego), ale nie ma się co dziwić, bo Brazylijczyk ciągle zmagał się z nadwagą. Z kolei obwołany węgierskim Cristiano Ronaldo Arpad Majoros głównie leczył kontuzje, a gdy stał się kandydatem do pierwszego składu, to. zatruł się kiełbasą.

Szczęścia nie miał też Semjon Milosević. Co prawda Majewski przed transferem był zachwycony Bośniakiem i zbierał artykuły na jego temat, ale w swoim kraju obrońca popadł w alkoholizm. Z kolei gdy trafił do azerskiego Olimpika Baku, władze klubu zalegały z płatnościami i... zabrały mu paszport. - Mówiono mi, że wrócę do Bośni jako inwalida - opowiadał Milosević. W Cracovii liczył na dobre pieniądze i spokój, ale zagrał tylko kilka meczów i wyjechał.

Przy Kałuży liczą, że Suworow otworzy nowy rozdział w historii "Obcokrajowców w Cracovii". Co ciekawe Mołdawianin szansę dostaje od trenera Oresta Lenczyka, który uchodzi za przywiązanego do polskich piłkarzy. Kocąb zwraca jednak uwagę, że Lenczyk charakterem jak ulał pasuje do klubowej tradycji. - Cracovia zawsze szkoliła dużo młodzieży, a władze wychodziły z założenia, że obcokrajowiec musi być dwa razy lepszy do Polaka, by otrzymać kontrakt - podkreśla.

Z kolei Majewski przyznaje, że za jego czasów Cracovia prowadziła politykę kupowania młodych i utalentowanych graczy z Polski. - Ale nie dostałem żadnego zarządzenia, by nie zatrudniać obcokrajowców. Ci, których kupiłem, byli u nas krótko i nie zdążyli zabłysnąć - tłumaczy trener.

Suworow na przekonanie władz Cracovii będzie miał sporo czasu, bo podpisze trzyletni kontrakt.

Najczęściej czytane