Sport.pl

Cracovia - ostatni piłkarze, ostatni kibice

70 km do Sosnowca to dla fanów Cracovii za daleko. Ostatnie spotkanie obejrzało niespełna 100 osób, w tym połowa to dziennikarze i goście z Bełchatowa. Piłkarze ostatniej drużyny narzekają na brak wsparcia, a fani wytykają im styl gry i wyniki
Koło więc się zamyka. Cracovia ma nie tylko najsłabsze wyniki, ale i najgorszą, wręcz kompromitującą, frekwencję w ekstraklasie. Na mecz z GKS-em Bełchatów klub sprzedał 60 biletów. Kibice, obsługa spotkania, goście z Bełchatowa i dziennikarze - na smutny obrazek upadku Cracovii na dno ligowej tabeli patrzyło niespełna 100 osób. Tyle samo fanów przybyło na spotkania: Szreniawy Nowy Wiśnicz z LKS-em Mogilany (IV liga), Orła Piaski Wielkie z Jordanem Zakliczyn (V liga), Grębałowianki z Jutrzenką Giebułtów (klasa A).

Leszek Mazan, publicysta i kibic Cracovii, przypomina czasy "okręgówki" i III ligi. - Nawet wówczas na stadionie przy Kałuży zjawiało się po kilka tysięcy widzów. Trzeba było iść i tyle. Klub traktowało się jak coś wiecznego, obecność na stadionie była sprawą bezdyskusyjną. Nawet w gorszych czasach rodzice wpajali dzieciom, że na Wisłę chodzi się zobaczyć dobrą piłkę, a na Cracovię z obowiązku - uśmiecha się Mazan.

Od początku sezonu 2009/2010 na Stadionie Ludowym w Sosnowcu sześć meczów Cracovii obejrzało w sumie 1870 kibiców (dwa rozegrano bez udziału publiczności). Tymczasem fani Wisły mają taką samą odległość do przebycia, wyższy koszt (droższe wejściówki), a średnia widzów wynosi 1830 widzów (11 tys. w sześciu spotkaniach). Co ciekawe, kibice drużyny z ul. Kałuży niemal w takiej samej liczbie, co na mecze u siebie, jeździli na wyjazdy. Na stadiony rywali pojechało m.in. do Wrocławia (ponad 200 km) czy do Kielc (120 km) w sumie ponad 1600 osób. W ubiegłym sezonie ponad 2 tys. kibiców Piasta Gliwice jeździło do Wodzisławia Śląskiego (40 kilometrów; z Krakowa do Sosnowca jest 70 km).

- Przykro mi, że jest taka niska frekwencja, ale rozumiem kibiców. Ludziom nie chce się jeździć, ale nie zamierzam ich krytykować. Nie wszystkich stać na przejazdy samochodem, a pociąg wyjeżdża z Krakowa w okolicach południa. Opóźnienia, przesiadka do autokarów, kontrole, wszystko trwa kilkanaście godzin. Klub stara się pomagać, opłacamy pociąg, ale nie wpływa to na poprawę frekwencji - przyznaje Janusz Filipiak, prezes Cracovii.

Nie tylko trudy podróży wpływają na rezygnację kibiców z dopingowania drużyny. - Przyczyn jest wiele. Do Sosnowca jest daleko. Nie jesteśmy tam przyjaźnie traktowani, chociażby przez policję. Przede wszystkim jednak wyniki zespołu są słabe. Nawet najzagorzalsi kibice "wymiękają". Po prostu nie mają ochoty na to wszystko patrzyć. Do klubu zastrzeżeń nie mamy, bardziej do piłkarzy, choć już sama nie wiem, czy to ich wina - twierdzi Anna Lisowska, wiceprezes stowarzyszenia "Tylko Cracovia".

- Jest jesień, na stadionie zimno, łatwo o przeziębienie. Nawet wnuczków już nie zabieram do Sosnowca, bo i po co - dodaje Mazan.

Co na to piłkarze? Marcin Cabaj, kapitan drużyny: - Gramy w ciszy. Na naszych meczach jest atmosfera sparingu, a nie meczu ekstraklasy. Arkadiusz Baran, pomocnik Cracovii: - Sosnowiec to nasz teren tylko w cudzysłowiu. Ciężko nam się tam gra. Potrzebujemy wsparcia kibiców.

Fani odpierają zarzuty. - Przecież w Wodzisławiu byliśmy, dopingowaliśmy i co z tego wyszło? Porażka 0:1 ze słabą Odrą - ripostuje Lisowska.

W tym roku Cracovia rozegra jeszcze dwa mecze w Sosnowcu (z Piastem i Śląskiem Wrocław) oraz derby Krakowa, ale w roli gości. Zarówno w klubie, jak i stowarzyszeniu kibiców wierzą, że frekwencja wzrośnie, gdy drużyna zacznie wygrywać.

A jak optymistyczny scenariusz się nie powiedzie? - Jak nic się nie zmieni, to mam pocieszenie dla kibiców. Zawsze przed meczem przypominam sobie słowa poety i publicysty Mariana Załuckiego, który pisał po słabych wynikach drużyny: "Lecz już zostanę przy Cracovii! Przynajmniej pójdę wprost do nieba..." - kończy Mazan. - Może to będzie nagroda za oglądanie fatalnego stylu niereformowalnej drużyny.

Orest Lenczyk, trener Cracovii:

Nie mogę powiedzieć, że kibice się spisują, bo przyjeżdża ich 50 lub 100. Nie mam też prawa narzekać drugi miesiąc, że gramy na wyjazdach, bo przecież trudno nazwać mecze w Sosnowcu spotkaniami u siebie. Oczywiście, piłkarzom lepiej gra się przy 10-tysięcznej publiczności. Jeżeli stwierdziłbym, że bez kibiców tracimy 10, 20 proc., to byłbym niesprawiedliwy dla klubu i zawodników. Trzeba grać w takich warunkach.