W Cracovii bomba ciągle nie wybucha

Cracovia znalazła się blisko dna tabeli, a Radosław Matusiak bije się w pierś. - Nie strzelam goli, więc jest mi ciężko. Ale gdybyśmy dowieźli zwycięstwa, to może bylibyśmy na szóstym miejscu - uważa napastnik
Transfer Matusiaka do Cracovii miał być hitem lata na polskim rynku. Kibice, działacze i trener wiązali z napastnikiem wielkie nadzieje, a on nieśmiało wspominał o powrocie do reprezentacji Polski. Z kolei eksperci nie mieli wątpliwości, że jeśli Matusiak ma odzyskać wysoką formy, to tylko pod wodzą Lenczyka.

I wydawało się, że tak będzie, bo już w drugim spotkaniu w barwach krakowian strzelił gola, ale w kolejnych tylko wypracowywał sytuacje. Z meczu na mecz było jednak gorzej, a każdy kolejny rywal grę defensywną przygotowywał właśnie pod snajpera. - Co może zrobić, jak ma na sobie trzech obrońców. Odciąga ich uwagę, dzięki temu inni zawodnicy mają więcej luzu, ale nie potrafią tego wykorzystać - bronił napastnika Orest Lenczyk, trener Cracovii.

Osamotniony z przodu Matusiak nie strzelił jednak bramki od 563 minut (pięć meczów ligowych i jeden w Pucharze Polski). Lenczyk podkreśla jednak, że napastnik pracuje na treningach jak za najlepszych czasów w PGE GKS-ie Bełchatów. - Nie wystarczy wyciągnąć zawleczki, by bomba wybuchła - uśmiecha się trener.

Rozmowa z Radosławem Matusiakiem

Szymon Opryszek: Cracovia znalazła się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej.

Radosław Matusiak, napastnik Cracovii: Naszym problemem jest to, że gdy już strzelimy bramkę, to potem tracimy kolejne gole. Gdybyśmy w meczach u siebie dowieźli zwycięstwa, to może bylibyśmy na szóstym miejscu.

Z czego wynika Wasza niefrasobliwość?

- Ciężko mi powiedzieć, bo nie jestem ani psychologiem, ani trenerem. Brakuje nam przysłowiowego fartu. W ostatnim meczu straciliśmy bramkę po tym, jak piłka odbiła się od nogi Piotra Polczaka. Gdyby spadła pięć centymetrów dalej, to nie byłoby tak źle. Szczęście sprzyja jednak lepszym. Widocznie nie jesteśmy na tyle dobrzy.

Jak Pan oceni swoją grę?

- Nie jestem zadowolony. Strzeliłem tylko jednego gola, a zespół ma bardzo mało punktów. To mówi samo za siebie.

Co zrobić, by nie przegrywać meczów ze średnimi rywalami w głupi sposób?

- Trzeba próbować coś poprawić. Co mecz przegrywamy, bramek nie strzelam, więc jest ciężko psychicznie. Z kim mamy wygrywać, jeśli nie z drużynami na naszym poziomie? Przecież Polonia Bytom czy Lechia Gdańsk to zespoły w naszym zasięgu. Gdyby zła passa się odwróciła, byłoby łatwiej. Gdy się wygrywa, inaczej się trenuje i gra. Łatwiej także o pasje.

Trener Lenczyk powtarza, że najlepszym psychologiem byłoby zwycięstwo.

- Na pewno. Dodałoby nam wiary w siebie i luzu. Gdy przegrywa się kilka spotkań z rzędu, to jest ciężko. Podobnie jest z moim strzelaniem bramek. Jak bardzo się chce, to zwykle nie wychodzi.